sobota, 31 października 2009

robi się, robi się....

czyli post podtrzymujący zainteresowanie;) Srebrny Gaj się w bólach i łzach serdecznych twórczyni rodzi. Już wiadomo, że jutro nie ma najmniejszych szans na otwarcie, ale jest spora nadzieja, że otworzymy się do 5 listopada... ;)

Jutro kolejna porcja reklamowych zachęcaczy,jak Gajowa na chwilę z Gaju wypełznie;)

piątek, 30 października 2009

Candy dla Tildomaniaczek

W ramach posiadania zbyt dużej ilości wolnego czasu pobuszowałam po blogach i znalazłam fantastyczne candy w Innomanii. Kolejka chętnych długaśna, więc szanse na wygranie niewielkie, ale kto nie próbuje, ten nie ma;) Zgodnie z regulaminem konkursu należało zamieścić też zdjęcie tildowe...no to zamieszczam moją Obcą w owłosieniu- na dowód, że Tildę potrzebuję wygrać, bo sama sobie prędko nie uszyję...;)

Wariant ala zagubiona dziewczynka...




Oraz zwycięska alfa-kobieta;)



Wracam do Gaju, gdzie moje miejsce;)

Coś dla domu, coś dla duszy

No to z nowymi siłami, choć bez nadmiernej weny, wracam do srebrnogajowych prezentacji.


Stwierdziłam, że dziś nie będzie 'kategorycznie' tylko osobowo, i oto prezentuję Wam dokonania kolejnej kobiety multimedialnej, Edyty-Miluszki . Pisałam Wam o niej parę dni temu, chwaląc się prezentami, a teraz możecie zobaczyć, co my z Potwornicką, a przede wszystkim co Srebrny Gaj, od niej dostał.

Nie łatwo jest sklasyfikować dzieła Miluszki...ja bym nazwała je "umilaczami" (nie mylić z czasoumilaczem;), bo są to większe i mniejsze cudeńka, które umilają życie, dekorują dom i nadają mu cudowną atmosferę. Mamy wśród nich i prześliczne serduszka:




Fantastyczne ramki do zdjęć:


Coś co mnie na kolana rzuciło, a nawet nadworny fotograf, który zwykle do wykonywania zdjęć podchodzi profesjonalnie i technicznie, dóbr fotografowanych nie komentując, tym razem wyraził swój zachwyt:


słodki jest, prawda?:)

No i last but not least…pierwsza srebrnogajowa lalka tildopodobna - Zuzia!


A tu już czysta prywata, czyli jak fajnie jest mieć sklep i dostawać prezenty;) I tak Potwornicka została właścicielką swojej pierwszej Barbie…bynajmniej nie zwyczajnej, tylko po kuracji odmładzającej w Miluszkowym kuferku;) Barbie posiada także boski kapelusz do kompletu, ale niestety Potwornicka odmówiła udostępnienia go do zdjęcia, ponieważ zajęta jest jego nieustannym zakładaniem i zdejmowaniem wszystkim posiadanym zabawkom:)


A przy okazji, takie stroje dla Barbie, a także dla większych lalek, Miluszka przygotowała też dla sklepu!

Natomiast matka-założycielka stała się posiadaczką przecudnej biżuterii:


Oraz zestawu inspirującego, który znalazł swoje stałe miejsce na maszynie i ma inspirować drewniane palce do podobnych wyczynów szychowych…broń to obosieczna, bo teraz co bym nie uszyła, porównuję z zestawem inspirującym, a w wyniku tego porównania moje kolejne dzieła lądują w koszu :P Szczególnie, że serduszko jest…uwaga…dziełem niemal samodzielnym 4-latki!


No i dość na dziś pisania, bo weny zapas jest ograniczony, a sklep też go potrzebuje;)

czwartek, 29 października 2009

Komunikat ważkiej treści

Gajowa melduje, że dziś nic nie napisze, mimo składanych pokątnie i publicznie obietnic, ponieważ zaliczyła pad na twarz po wyczerpującym dniu... ale jest jeden niezaprzeczalny sukces: Srebrny Gaj został przekazany w ręce nieprzytomnie zaaferowanej właścicielki, która po krótkiej reanimacji zaczyna od jutra zapełnianie sklepu ;)

Jutro i na blogu będzie treściwiej, a na razie idę poszukiwać utraconą wenę....

środa, 28 października 2009

Sielsko, anielsko

...przynajmniej na blogu, bo Srebrnym Gaju offline paniczne szaleństwo :P Przyszły kolejne paki z towarami, przyszły paki z opakowaniami i....nam się metraż skończył... skrzynia gajowa wypakowana po brzegi, inne miejsca niedostępne Potwornickiej również, rozważamy eksmisję Potwornickiej na podłogę i aneksję jej łóżeczka...w zasadzie jedynym rozwiązaniem jest szybkie wyprzedanie towaru, więc zastanawiamy się także, czy nie reklamować sklepu hasłem "Kupujcie, bo mała dziewczynka nie ma gdzie spać':)

Jeśli dodać do tego walkę z techniką internetową, to człowiek zaczyna się poważnie zastanawiać, czy skoro już podjął decyzję o rozpoczęciu działalności handlowej, to nie lepiej było otworzyć budkę z warzywami ;) Ale dość narzekań, bo bynajmniej nie pasują do tytułu...a tytuł nawiązuje do odsłony drugiej srebrnogajowych świątecznych cudeniek. Dziś będzie biało, bieluśko...no może z kilkoma wyjątkami, przybyły bowiem do Srebrnego Gaju cudne anioły pani Marii:














Zdjęcia - nadworny fotograf, pomysł i wykonanie: Maria Iskra

W Srebrnym Gaju znajdziecie też inne ozdoby choinkowe Pani Marii, ale na razie mamy pewne problemy z ich odpowiednim fotografowaniem, żeby nie produkować zdjeć w stylu "biały niedźwiedź na śniegu";)

Anioły dołączyły do pięknych, kontrastowych bombek Aleksandry:











Zdjęcie - nadworny fotograf (uważny obserwator zobaczy jego odbicie w bombce;), pomysł i wykonanie: Aleksandra

I to jeszcze wcale nie koniec świątecznych cudeniek...ale reszta to już w sklepie za dni kilka;) no i z szybkich obliczeń wychodzi mi, że nijak prezentacje wszystkich autorów i dzieł nie zdążą się odbyć do otwarcia, więc będziemy je kontynuować i po dniu zero....a potem....potem dla kontrastu będą dzieła własne Gajowej (skrót autorstwa Edyty-Miluszki - moim zdaniem boski;). Dzieła własne służyć będą paradoksalnie także reklamie Srebrnego Gaju poprzez skontrastowanie wytworów drewnianych palców z dziełami prawdziwych Artystów;)

wtorek, 27 października 2009

Święta, święta....

... będą za 2 miesiące :P ale jak to w handlu bywa, im wcześniej sezon rozpoczniemy, tym większy sukces odniesiemy...podobno;) Zatem mimo, że i mnie samą do wkurzenia ciężkiego doprowadzają choinki rozstawiane w centrach handlowych pod koniec października, tudzież Mikołaje wyskakujący zza regałów, na których jeszcze znicze stoją, to jednak wiem, że już niedługo zaczną się świąteczne zakupy i fajnie byłoby, gdyby i u mnie zagościli świąteczni klienci...

Oszczędzę Wam "White Christmas" fałszowanego z włoskim akcentem, nie będzie też zezowatych chińskich reniferków bełkotliwie rechoczących "hohoho" ;) będzie za to łagodne, nieśmiałe wręcz, zaproszenie do świata bożonarodzeniowych papierowych cudów. Kartek tak pięknych, że aż by się chciało mieć kominek, nad którym możnaby je powiesić. Ręcznie cyzelowanych cudeniek wysyłanych do najbliższych, ale i do osób, o których w ciagu roku nie zawsze pamiętamy, a którym w Świeta chcemy sprawić niespodziewaną radość.

zapraszam do świata Jaspisowej



Zdjęcia, projekt i wykonanie: Małgorzata Ignaczak

Olgi




Zdjęcia, projekt i wykonanie: Olga Heldwein


i Magdaleny:


Zdjęcia: nadworny fotograf, projekt i wykonanie: Magdalena Potocka


Wszystkie wspomniane wyżej Panie robią nie tylko takie piękne kartki, ale również albumy, notesy i inne cuda papierowe, które już za dni parę zagoszczą w Srebrnym Gaju.

no i to jeszcze wcale nie koniec świątecznych zajawek, jutro będzie ciąg dalszy: choinkowo-anielski.








Organizacyjnie, oficjalnie i z odęciem;)

bo podobno kreuję na blogu nastrój suspensowy nie do wytrzymania;) No więc suspens jeszcze dni parę potrwa, albowiem jak się okazuję jestem klientką wymagajacą, w związku z czym sklep przechodzi wyjątkowo rygorystyczne testy i dostanę go do czwartku a nie dziś, jak było planowane... cóż, poczekamy, opijemy się kawy na zapas, zorganizujemy inne środki pobudzające i od czwartku przestaniemy spać, żeby zdążyć sklep towarem na czas zapełnić;)

Tymczasem wrzucam do pooglądania link do pewnego bardzo fajnego miejsca: Kalimba. Mają cudne zabawki z pomysłem i będzie mieć je i Srebrny Gaj;)

A dziś będzie jeszcze zgodnie z obietnicą świątecznie, tylko wenę muszę złapać ;)

poniedziałek, 26 października 2009

Wizyty, prezenty i cukierki

Miało być świątecznie, ale będzie chyba jutro, bo dziś będzie o wizycie w Miluszkowym Kuferku. Podjęłyśmy z Potwornicką bowiem ekspedycję do Kuferka offline w celu służbowo-prywatnym. Co zdobyłyśmy służbowo pokażę, jak nadworny fotograf porobi zdjęcia…a zresztą prywatne zdobycze też, bo obie dostałyśmy prześliczne prezenty od mamy i córki! Opisywać nie będę, bo to trzeba zobaczyć, ale są przepiękne. Nadworny fotograf, w wolnych chwilach mąż, śmieje się, że nawet jak sklep zaliczy klapę, to i tak warto było dla tych prezentów właśnie…no ale klapy nie będzie, bo bardzo się wszystkie staramy, no i …bo tak!:)

Nie chcę ujawniać za wiele z prywatnego życia Miluszkowego Kuferka, ale powiem Wam, że wersja offline jest tak samo przytulna, jeśli nie bardziej niż blog, Miluszka jest prześliczną i niesłychanie dobrze ułożoną panienką (mam nadzieję, że Potwornicka zapatrzy się i za parę lat też taką będzie…taką malutką i nierealną nadzieję;), a jej mama jest po prostu niesamowita! Chyba nie ma rzeczy rękodzielniczej, której by z sukcesem nie próbowała, a jej lale po liftingu to jest mistrzostwo świata! Wyszłam z Kuferka całkowicie przekonana do Barbie, bo takie Barbie, jak ma Edyta to ja też chcę;)

Ale żeby choć trochę firmowo było dziś też, to mamy kolejną prezentację…częściową, bo reszta wejdzie w skład posta świątecznego, ale ponieważ Aneladgam  jest kolejną kobietą Renesansu i McGyverem rękodzielnictwa, co to ze sznurka i guzika potrafi zrobić cuda, to pojawi się tutaj w paru odsłonach.

Dziś odsłona zabawkowa: dwie różne rzeczy, dwie różne techniki, ale efekt jednaki - fantastyczny…o taki właśnie:
Misia:



Klaryska:



Klaryska jest siostrą posiadanej przez Potwornicką Ani, więc mamy ten model przetestowany w warunkach ekstremalnych i sprawdza się bez zarzutu – jest praktycznie niezniszczalny, wytrzymuje karmienie lepkim soczkiem z butelki, walenie nim o kota w celu zagrzania go do galopu oraz namiętne miętoszenie przed zaśnięciem;)

Świątecznie będzie już za chwil parę, a teraz jeszcze notka o candy…pierwszym, w jakim biorę udział, bo jakoś tak głupio prosić się o prezenty, jak się dopiero blogowanie zaczyna, ale tu akurat prezent nie jest za darmo, tylko trzeba się wykazać, więc próbuję szczęścia w Cudeńkach

Aaa... i u nas będzie wkrótce Candy – nawet dwa, ale to za chwil kilka;)

I na koniec oraz na usprawiedliwienie przydługastości posta złota myśl z autobusu linii 406, wygłoszona przez pana w wieku słusznym, mocno spromilowanego: „Lepiej nawijać, niż gnijać”(czyli gnić w wariancie poetyckim, jak pospiesznie autor wyjaśnił) ;)

Zdjęcia autorstwa nadwornego fotografa, pomysł i wykonanie produktów: Magdalena Potocka

niedziela, 25 października 2009

Lecę, bo....

nie chcę, ale muszę:) muszę koniecznie nadgonić wszystkie zaległości, bo jutro zaczyna się końcowe odliczanie do otwarcia. Więc dziś tylko przelotem wpadam się pochwalić kolejnym wyróżnieniem:) Tym razem w Miluszkowym kuferku czekała na mnie taka oto miła niespodzianka:

Kurczę, niby to wszystko internetowo-wirtualno-nierealne, a cieszy jak prezent znaleziony pod choinką:)

Edyto, bardzo dziękuję za to wyróżnienie i zgodnie z zasadami blogowymi przekazuję dalej...miałabym cieżki dylemat, musząc wybrać którąś z współtwórczyń Srebrnego Gaju, ale ponieważ zaledwie wczoraj otrzymałyśmy zbiorowo inne wyróżnienie, to tym razem wskażę kogoś innego... kogoś, kogo skrycie podczytuję od pewnego czasu, kobietę słowa - mądrego i optymistycznego i czynu...a w zasadzie wielu czynów, gdyż z tego co widzę, ma talentów tyle, że mogłaby nimi spokojnie całą gminę albo i dwie obdarzyć i jeszcze by zostało. A zatem to wyróżnienie przekazuję Damurek (w tę 'babcię' to nie jestem w stanie uwierzyć:)

I tyle na dziś, zdjęcia kolejne się robią, już jutro będzie świątecznie - a co!:)

sobota, 24 października 2009

Koronkowe skarby i niespodzianka

Dziś w Srebrnym Gaju dzień roboczy niestety. Potwornicka z tatą zostali odesłani przymusowo do dziadków, a matka-polka-biznesmenka-z-bożej-łaski siedzi w papierach. Nienawidzi tego śmiertelnie, ale że jest istotą obowiązkową, to tłucze te umowy, zamówienia, opisy i zlecenia, w duchu modląc się do patrona polityków (istnieje takowy?), żeby w końcu dali ludziom z inicjatywą tworzyć firmy małe i duże w normalnych warunkach. Matka itd. nie ma jednak złudzeń, że nastąpi to za jej życia, zatem karnie dokumenty uzupełnia.

Tym bardziej więc duszę papierami udręczoną cieszy niespodziewane wyróżnienie dla Artystycznej Duszy, które dziś niespodziewanie Srebrny Gaj otrzymał od Jaspisowej Małgosi:



To wyróżnienie otrzymały wszystkie srebrnogajowe twórczynie, więc niniejszym na ich ręce je przekazuję: Panie blogujące proszę zamieśćcie je u siebie, Panie nieblogujące zachowajcie w sercu :)

A skoro już o naszych artystycznych duszach mowa, to zgodnie z tytułem, dziś mistrzyni szydełka, Aleksandra:)
Aleksandra robi takie szydełkowe cuda, że mnie z zazdrości skręca i zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle nie zrezygnować ze stosowania tej techniki w swoich pracach, bo czy to warto, skoro inni są o niebo lepsi? ;)

Na wabia dla wszystkich miłośniczek koronek, kwiatków i innych delikatności parę próbek talentu Aleksandry.

- etui na komórkę


- woreczek na różności


- zakładka




I na koniec coś, co mi się wyjątkowo podoba: malutkie pampersy i śliniaczki :) Dołączymy do nich równie malutkie bileciki gratulacyjne autorstwa innej srebrnogajowej twórczyni, którą zaprezentuję już wkrótce i tak wyposażone będą wędrować w świat jako prezenty dla nowonarodzonych i ich rodziców.





Zdjęcia jak zwykle autorstwa nadwornego fotografa, pomysł i wykonanie powyższych: Aleksandra


Jutro, jeśli nadworny fotograf się wyrobi z czasem, zliftingowana Tilda oraz skutki mojej kolejnej sesji z maszyną (aktualny wynik rozgrywki maszyna:Pat 2:0...), a także kolejna prezentacja srebrnogajowej artystki.


piątek, 23 października 2009

Mroczne przedmioty pożądania Potwornickiej

Dziś zgodnie z obietnicą dzieciowo. To pierwszy post z tej serii, bo w Srebrnym Gaju ma być głównie dzieciowo właśnie, choć tak naprawdę, te cuda, jakie już mam w sklepie to trochę szkoda dzieciom dawać, bo jeszcze popsują:)


Parę dni temu przyszła do nas niby niepozorna paczuszka, a w środku prawdziwe cuda made by Bogusia. Beta-tester Potwornicka zapluł się niemal z ekscytacji, jak zobaczył te cuda, a potem pół dnia chodził za mną i znacząco wskazując na pudło, jęczał "daaaa". Żeby nie utwierdzać Potwornickiej w przekonaniu, że trafiła jej się najgorsza matka we wszechświecie, dałam jej na chwilę do łapek (po uprzednim ich wyszorowaniu ;) jedną z zabawek Bogusi...i to był błąd, bo potem musiałam nieźle kombinować, żeby ją przekonać, że żyrafka już naprawdę musi iść spać do skrzyni. No ale test był celowy, choć nie wiem, czy trwale nie zburzy relacji Matka-Potwornicka, bo tym samym sprawdziłam, że zabawki Bogusi będą się dzieciom podobać

Ale dość gadania, spójrzcie sami... mimo coraz wyższych stopni mistrzostwa osiąganych przez nadwornego fotografa, te zdjęcia i tak nie do końca oddają piękno Bogusiowych dzieł:)



 
Zdjęcia autorstwa nadwornego fotografa, pomysł i wykonanie zabawek Bogusia.
 
A i jedna uwaga: jeśli nie macie własnych lub zaprzyjaźnionych dzieci, nie omijajcie szerokim łukiem działu dziecięcego w Srebrnym Gaju, ponieważ znajdą się tam rzeczy dla dzieci w każdym wieku...także tych, które dziećmi były w czasach, gdy smutny pan w ciemnych okularach oznajmił, że Teleranka dziś nie będzie :)

czwartek, 22 października 2009

chaos twórczy

Dziś będzie mały misz-masz odzwierciedlający chaos w głowie :P


Skrzynia srebrnogajowa zapełnia się przedmiotami, tak że nie nadążamy zdjęć robić, opisy przedmiotów się piszą…tzn. dobrze byłoby gdyby się same napisały, ale niestety nie da rady i piszę ja, czasem z Potwornicką na kolanach i wtedy mamy urozmaicenie w postaci kupy znaków zapytania czy gwiazdek…zdumiewające, jak tak małe paluszki są w stanie intuicyjnie i bezbłędnie wpisać najbardziej karkołomną kombinację znaków. W międzyczasie prowadzę alternatywną działalność zawodową, szykuję prezenty na święta oraz wykrawam i wyrzucam do kosza kolejne Tildy:)

Ale doba ma przecież aż 24 godziny i zawsze znajdzie się chwilka na internetowy shopoholizm teoretyczny, czyli buszowanie po sklepach i planowanie co sobie kupię….kiedyś:) Parę dni temu jednak poczułam natychmiastową potrzebę dokonania zakupu pocieszkowego i tym oto sposobem zdobyłam takie cudne świąteczne tkaniny:




Pomysł na ich wykorzystanie mam na razie mglisty, czasu też nie za wiele, ale myślę, że już wkrótce nie zdzierżę tego, że tak sobie leżą i kuszą i coś z nich powstanie.

A skoro o prezentach mowa, to wczoraj wraz z kolejną przesyłką dostałam takie oto cudo na szczęście:



Piękne są, prawda? I będę je nosić na szczęście właśnie, pracując przy Srebrnym Gaju, bo wierzę mocno, że takie odruchy dobrego serca szczęście naprawdę przynoszą. A autorką tego cudeńka jest Kasia Jarosz….artystka multimedialna;) Kasia, szyje, szydełkuje, robi biżuterię i pewnie jeszcze mnóstwo innych artystycznych rzeczy, o których nie wiem. Kasia także będzie obecna w Srebrnym Gaju za sprawą swoich oryginalnych torebek:



oraz eleganckich kreacji dla Barbie:



Sprzedaż tych kreacji to moja odpowiedź na chińszczyznę: Nie mam złudzeń, że każda mała dziewczynka swoją Barbie ma lub bardzo chce mieć, więc skoro już nasze dzieci muszą się tym ‘ideałem kobiecego piękna’ bawić, to niech chociaż ubierają go z klasą:)

Jutro będzie też dzieciowo, a przede wszystkim szydełkowo…o ile oczywiście nadworny fotograf upora się ze zdjęciami, bo na razie u niego perfekcjonizm przegrywa z czasem:)

Zdjęcia tkanin i korali autorstwa nadwornego fotografa, zdjęcia torebek i ubranek autorstwa Kasi Jarosz. Koncepcja, projekt i wykonanie torebek, korali i ubranek – Kasia Jarosz.

środa, 21 października 2009

Dole i niedole początkującej szwaczki

Wiecie, kto to Tilda? Chyba każdy kto działa rękodzielniczo już tak, a kto jeszcze nie, to niech popatrzy i się pozachwyca: Fanklub Tildy. Ja się zachwyciłam parę miesięcy temu i postanowiłam Tildę sobie uszyć. Postanowienie było mocne, niestety umiejętności nieco słabsze, bo jednak Tilda składa się z wielu linii krzywych i pofalowanych, a ja szyć umiem tylko na prosto:) Jako że jednak Tilda idealnie kwadratowa w grę nie wchodziła, zaparłam się, że się nauczę, a co! Próby i przymiarki trwały miesiąc cały…ze słabym skutkiem, gdyż linie zakrzywione nadal mi wychodziły, tylko gdy się zamyśliłam przy szyciu i mi materiał odjechał w siną dal.

Jednak w ostatni weekend stwierdziłam, że gorzej już nie będzie, a jednakowoż jakieś tam postępy uczyniłam, więc w desperacji narysowałam wykrój i wycięłam go ze starego prześcieradła…. zielonego, bo zabierając się do pracy bez przekonania, byłam pewna, że i tak nie wyjdzie, więc szkoda dobrego materiału marnować. A tymczasem prawie wyszło :)

Ponieważ nie organizuję quizu pt. „Znajdź 10 kardynalnych błędów w Tildzie Pat”, to daruję sobie ich wskazywanie – każdy kto szyć umie, dostrzeże je od razu, a reszta niech tkwi w przekonaniu, ze Tilda taka miała być :) Koślawości dało się częściowo schować pod sukienką, która pierwotnie należała do szydełkowego królika, ale musiała nastąpić szybka podmianka, bo spódnica tildowa wyszła jakieś 2 rozmiary za duża. Bluzeczka oryginalna natomiast wylądowała w koszu, bo po 2 godzinach ślęczenia nad maszyną okraszonego soczystymi przekleństwami wyszła owszem, całkiem udana, tylko z kolei 2 rozmiary za mała… Zatem naprędce powstał zielony kubraczek z filcu przeznaczonego na kartki świąteczne…i tyle mi starczyło nerwów i inwencji, więc Tilda jest na razie łysa jak kolano i wygląda jak Obcy :)

A o to i moje pierwsze uszyte dziecko…jednak pierwsze urodzone dziecko wyszło mi znacznie ładniej:) Zdjęcie mojego autorstwa – co widać i wbrew wcześniejszym zobowiązaniom, ale R nie ma czasu na takie drobiazgi, bo właśnie obfotografowuje sklepowe przedmioty na wielkie otwarcie…




Apropos wyżej opisanych perypetii – nadal szukam Pań szyjących – najlepiej, żeby umiały to robić dużo lepiej niż ja:) Piszcie na adres podany w blogu!

poniedziałek, 19 października 2009

Tyle słońca w całym mieście...było..:P

Słońca, słońca, słońca! Albo mocny sznur, żeby rozwiązać jakoś kwestię jesiennej depresji :P

Za oknem szaro, w duszy smętnie i nawet Halloween w naszej tradycji nie mamy, żeby jakoś przełamać tę szarość. Ale, ale.... zaraz zobaczycie, że brązy i szarości to niekoniecznie ponure klimaty, bo znam kogoś, kto mistrzowsko operując tymi kolorami, potrafi wlać do serca litry optymizmu. Poznajcie zatem kolejną srebrnogajową twórczynię: Anię Konieczną .

To o niej pisałam w jednym z pierwszych wpisów, zachwycając się przepięknymi podkładkami pod kubki... tymi dla herbatoholików :) Nie będę tworzyć eklektycznych opisów jej prac, bo szkoda słowem zburzyć, to co najlepiej pokaże obraz, więc po prostu popatrzcie na:

jesienne anioły:




jesienne misie:



a na koniec słońce w pigułce, czyli...:



i parafrazując tytuł bloga Ani - Jeszcze więcej czeka...w Srebrnym Gaju :)

Wkrótce kolejne srebrnogajowe cuda, a w międzyczasie historia tragikomiczna o tym, jak porwałam się z motyką na słońce, czyli jak nie umiejąc szyć, uszyłam lalkę :)

Zdjęcia, projekt i wykonanie wszystkich zamieszczonych w tym wpisie produktów są autorstwa Ani Koniecznej i do niej należą wszystkie prawa w tej kwestii.

sobota, 17 października 2009

Potwory i spółka

Wczorajszy dzień był wstrętny. I nie mówię tylko o pogodzie, bo ta nic złego nie zrobiła.. ot, próbuje nam przypomnieć o czasach, kiedy październik był jesienią, na Święta padał śnieg, a ferie zimowe spędzało się pół na pół na stoku i w łóżku, odchorowując sankowe szaleństwa.

Wstrętności dniu dodały czynniki bardziej nieprzewidywalne, czyli Potwornicka, która czwartkową noc wybrała na ćwiczenie buntu dwulatka...do dwóch lat to nam jeszcze 3 kwartałów brakuje, ale praktyka czyni mistrza i kto zacznie odpowiednio wcześnie, ma szansę przyszłego lata zabłysnąć w mediach jako najupiorniejszy dwulatek wszechczasów:P

I tak oto dzień rozpoczęłyśmy obie użalając się nad sobą: ja zastanawiałam się ponuro, czy już resztę życia spędzę na okiełznywaniu demona, ona zapewne przemyśliwała, jak tu załapać się na fartowną adopcję mając dwoje, pozornie normalnych rodziców. I byłybyśmy ten rów Mariański wzajemnych żali kopały wytrwale dzień cały, gdyby nie 'potworny' mail. Nie, nie przyszło zawiadomienie, że z powodu nieodwracalnych wad charakterologicznych nie kwalifikujemy się do programu "Nianiu, na pomoc!", ale niezwykle kolorowe zdjęcia od soulflygirl, którą niniejszym przedstawiam jako pierwszą srebrnogajową twórczynię.

Soulflygirl robi rzecz niezwykłą...tworzy Potworzaki - cudowne stworki, na których widok gęba się śmieje :) Potworzak może nie jest przystojny, gdyby sądzić go w kategoriach piękna lansowanego w dziecięcych reklamach, ale ma coś, czego trudno w chińskich maskotkach szukać - duszę:) Na buzi Potworzaka, gdy już człowiek ustali, gdzie Potworzak twarz ma, malują się prawdziwe emocje, a guziczkowe oczy patrzą mądrze i z przekonaniem:)

Poznajcie zatem Zębolka


Szalonego Romana



...a reszta w sklepie:) Potworzaków będzie więcej, każdy inny i niepowtarzalny, ale nie będzie ich aż tyle, żeby zbyt długo zwlekać z decyzją...więc może przytulisz Potwora?:)

Nazwa "Potworzaki", koncepcja, wykonanie i zdjęcia są autorstwa soulflygirl i do niej należą w tej kwestii wszystkie prawa.

czwartek, 15 października 2009

Od łysolka do aniołka :)

Leżałaby Matylda w szafie długo czekając na wenę matki-stworzycielki, gdyby nie trafiła się niespodziewana, a inspirująca okazja.


Otóż 2 dni temu pewna bardzo miła osoba, prywatnie potencjalna teściowa Potwornickiej i inspiratorka Srebrnego Gaju, ogłosiła (w końcu:P), że wiosną znowu zostanie mamą. Będąc w stanie błogosławionym (twórca tego terminu chyba nigdy nie miał do czynienia z porannymi mdłościami), dopadają ją różne problemy, które radość ze stanu owego mącą, w związku z czym uznałam, że konieczna jest pilna, na duchu podnosząca interwencja.

I tak podczas kilkugodzinnej burzy mózgu w tle nudnego zlecenia powstała wizja Matyldy zimowej – w stroju ala Anna Karenina dla ubogich, z zamaszystym kokiem powstałym w wyniku nieporozumienia między mną a Matyldy włosami (strzępki grzywkowe w żaden sposób nie chciały dać się schować pod resztą owłosienia) oraz wymyślonymi ad hoc skrzydełkami. Skrzydełka były niezbędne, żeby Matyldę prozaiczną przekształcić w Anioła Dobrych Myśli. A że okazja wymagała wspięcia się na wyżyny, więc się wspięłam, szyjąc skrzydła na maszynie i przełamując tym samym traumę, na szycie czegoś innego niż linie mniej więcej proste:) Niedoróbki zostały pośpiesznie naprawione szyciem ręcznym i obecnie Matylda jest już w drodze do nowej właścicielki obarczona zadaniem odpędzania skrzydełkami dołów, robienia głupich min dla podniesienia nastroju, a w razie potrzeby nawet omiecenia łez zielonym warkoczem.

Zatem, Madziu, głowa do góry i byle do wiosny!



Zdjęcia autorstwa R, zwanego mężem…po burzliwej kuchennej dyskusji na temat szargania rodowego nazwiska, dobrego imienia firmy i estetyki ogólnej, zobowiązałam się, że NIGDY więcej nie zamieszczę publicznie zdjęć własnego autorstwa…zobaczymy… :P

wtorek, 13 października 2009

Klinika lalek i ludzi

No i pokarało...się narzekało, że urlop nie taki, że za mało, że za krótko, to się ma...zapalenie oskrzeli, a u Potwornickiej dodatkowo zawalone ucho. A że ucho duże to i infekcja nie mała. Na szczęście Młoda dość dzielnie niedole losu znosi i ze zwykłym zapałem żąda biegania po domu za rączkę:) Matka by najchętniej pobiegła do łóżka i padła bez życia, ale chyba już wolę to bieganie niż radosne podskakiwanie 9-kilowego malucha na moim brzuchu, bo alternatywą jest tylko zabawa w konika :P

A jako, że i tak trzeba było zwłoki zakatarzone uruchomić do zycia, to w końcu zrobiłam zdjęcia urlopowych lalek...powiem szczerze, zdjęcia są do bani. Nie mam talentu, ot co, R może w ciemnej piwnicy bez lampy strzelić zdjęcie roku, ja natomiast mimo dogłębnego grzebania w ustawieniach aparatu i czajenia się na dobre światło, jestem w stanie sknocić najlepsze zdjęcie. Ale lalki i tak są na razie w fazie wytwórczej, więc ich urodzie specjalnie kiepskie zdjęcia nie zaszkodzą.

A zatem, jako pierwsza występuje Una, jedyna skończona i jedyna, z której jestem zadowolona...





Tu Una w otoczeniu niedorobionych króliczków - oba w wersji króliczków Playboya, bez jakiejkolwiek odzieży, ale mimo niezaznaczonych cech płciowych będą raczej dziewczynkami:) Jeden dodatkowo bez uszu, które chwilowo stały się własnością Potwornickiej.





I na koniec pełna grupa, z łysą Matyldą. Matylda jest łysa, bo mam dylemat włosowy: za dużo opcji do wyboru, jak nie wybiorę, to łyse czółko Matyldy ozdobi kapelusz zamiast bujnej grzywy.



Mam nadzieję, że wkrótce kobietki dorobią się odzieży i owłosienia, a wtedy zaprezentuję je już w profesjonalnej sesji.

A wszystko to na dowód, że choć daleko mi do talentów moich sklepowych Artystek, to wytrwale próbuję...i próbuję...i próbuję :)

A już za dni parę pierwsze teasery sklepowe - będą zdjęcia i bezwstydna reklama:)

I przepraszam za popołykane literki...klawiatura bezprzewodowa zdechła i pracuję na awaryjnej...norweskiej chyba z szalonym układem znaków:)