niedziela, 31 stycznia 2010

Wszystkiego po trochu....

Bo np skleroza sprawiła, że w czambuł zapomniałam zamieścić info o bardzo miłym candy u Agaty, można wygrać te oto cudne serwetki, wiec jak ktoś, tak jak ja, strasznie chce dekupażować, ale podchodzi do tego jak pies do jeża, to ma szansę wygrać mały starterek i w końcu spróbować;)

****

Poza tym na zapleczu Srebrnego Gaju trwają różne zabiegi marketingowe i w ich wyniku między innymi za dni kilkanaście wyjdziemy z Internetu i zstąpimy na ziemię,a  konkretnie do Quattro Cafe we Wrocławiu, gdzie odbędzie się walentynkowy kiermasz gajowy. Więcej info już wkrótce;)

****
W związku z powyższym rozpoczęłam kampanię szycia serduszek walentynkowych - dokumentacja zdjęciowa (jeśli będzie co dokumentować) już wkrótce. Tymczasem otrząsnąwszy się po traumatycznych przeżyciach z workiem na ziemniaki, popełniłam taką oto podkładkę podmaszynową (zdjęcia przed prasowaniem;) Szczególnie dumna jestem z lamówki, która skręciła się zaledwie 50 razy na ok. metrowym odcinku...uważny obserwator zauważy również, że romby pikowania się gdzieniegdzie nie zeszły, ale jak kto głupi i zaczyna od środka pikowanie, to mu tak wychodzi;P




















Do kompletu planowany jest jeszcze pokrowiec na maszynę, ale czekam na nóż krążkowy, bo nożyczki nadal kontuzjowane po epizodzie z kartoflanym workiem;)



sobota, 30 stycznia 2010

Jak uszyć elegancki worek na ziemniaki - tutorial;)

Rozzuchwalona tym, że jak mi się zdawało, coraz lepiej mi z szyciem idzie, postanowiłam rzucić się z motyką na słońce...no i nie doleciałam;) Aczkolwiek proces twórczy był tak zabawny, że uznałam, że mogę go tu zamieścić w formie anty-tutoriala, ku przestrodze tym, co dopiero szyć zaczynają i ku rozrywce szyć umiejącym;)


A zatem:

1. Bierzemy stare dżinsy, starannie rozpruwamy je na szwach i wycinamy 4 kliny z dolnej części nogawek. Oceniwszy na oko, że 4 kliny to za mało, dorzucamy do tego dwa kliny z okazyjnie kupionej zasłony - ponieważ jesteśmy zagorzałymi pasjonatami stylu angielskiego, w wyobraźni widzimy już przepiękną kwiecistą torebkę, przełamaną nasyconym granatem dżinsów, zdobioną koronkami, wstążeczkami itp.

2. Kliny zasłonowe wyszły nam za duże, ale nic to, od czego stopka do marszczenia – instalujemy stopkę, marszczymy i spędzamy dłuższą chwilę na niemym zachwycie, jak to nam cudnie wyszło.

3. Wszystkie kliny zszywamy i dodatkowo podkreślamy przeszycia zygzakami po czym znowu popadamy w zachwyt, który nieco opada po wszyciu ociepliny, ponieważ nasz twór zaczyna niepokojąco przypominać poduszkę, a zamysł był inny….

4. Mimo to rozzuchwaleni sukcesami bierzemy się za zrobienie kieszonki wg jednego z sieciowych tutoriali. Z przerwą na rozstrzygnięcie, która strona zasłony jest prawa, a która lewa, postępujemy wg instrukcji i ku niemałemu zaskoczeniu okazuje się, ze zamek wszyliśmy, nie dość, że równo, to jeszcze w wybranym przez siebie miejscu…a nie np. 15 cm dalej

5. Osiągnąwszy szczyt samozadowolenia tak idealnie wykonaną kieszonką, zszywamy podszewkę, wszywamy do środka koła z klinów, wywijamy na prawą stronę...i jak się okazuje uszyliśmy bardzo elegancki worek na kartofle;)) W obwodzie ma grubo ponad metr, pojemność pozwala zmieścić w nim dobytek niemałej rodziny, a przymiarka w lustrze do człowieka, pokazuje, że nasze dzieło, po załadowaniu zawartości niechybnie przygnie nas do ziemi o dobre pół metra….a jak się ma niewiele ponad 1,5 metra wysokości to się z takim workiem wygląda jak krasnoludek taszczący całodniowy urobek kopalniany. (Zdjęcia brak z powodu wskazanego na początku pkt. 6;)

6. Po krótkiej przerwie na melodeklamację wszystkich znanych wyrazów powszechnie uznanych za obelżywe, podejmujemy dramatyczną decyzję wykonania korekty dzieła…ponieważ prawdziwy twardziele nie prują, bierzemy nożyczki i ciachamy nadmiarowe metry po długości, zmniejszając worek do wymiarów siatki na cebulę. W trakcie cięcia 7 ocieplonych warstw nożyczki ulegają nieuchronnie stępieniu, więc drugi bok tniemy już w fantazyjne ząbki, dociskając tępe nożyczki kolanem;P

7. Potwora ponownie zszywamy, spoglądamy na smętną bułę, która nam wyszła i postanawiamy solennie, że nigdy więcej nie będziemy szyć torebek:

a) bez wykroju

b) bez centymetra

c) oraz na oko

d) A następna jaką odważymy się uszyć, będzie składać się z 2 nieocieplonych prostokątów;)



W międzyczasie uszyłam parę innych rzeczy, które wyszły zdecydowanie lepiej, ale to już następnym razem, żeby nie psuć dramatyzmu tego wpisu;)

wtorek, 26 stycznia 2010

Szycie jest piękne...

...że powtórzę za Zuzią ;) Nawet jak się nie umie... ostatnie frustrujące dni Gajowa odreagowywała nocami z maszyną. Ze skutkiem jak zawsze, ale na nerwy dobrze podziałało;) Może nie ma przesadnych powodów do podłego humoru, a przynajmniej powodów innych niż zawsze., ale się jakoś skumulowało ostatnio. I jak jeszcze Gajowa spojrzała urodzinowo w kalendarz i uświadomiła sobie, że jakimś cudem z energicznej nastolatki przeobraziła się w kobietę w wieku balzakowskim, to ją dół wielki jak na budowie stadionu na Euro wciągnął;P Na szczęście mimo zbliżającej się w tempie błyskawicy spróchniałej starości, władzę w rękach Gajowa jeszcze posiada i tak oto ją wykorzystuje dla odreagowania:

Zasłonka na bajzel, który się w mega-bibliotece nie zmieścił:


do tego pasująca poduszka...i druga dawno obiecana mamie z eksperymentalnym pikowaniem na żywioł;)



I na koniec przytulanki do Edytkowej akcji. Tildy mi nie bardzo wychodzą, więc tildowy jest tylko misio (ma dorobiony szaliczek, którego na zdjęciu jeszcze nie ma), zaś lale są wzorowane na stylu "raggeded". Wyszło tak sobie, chciałam, żeby było idealnie, ale niestety są pewne niedoróbki, ale naprawdę się starałam jak rzadko;)



A jeszcze z 5 rzeczy rozgrzebanych leży i jak Gajowej chandra nie przejdzie, to skończy je w try miga ;P

******

Przypominam o dzisiejszej mega-promocji - drugiej takiej nie bedzie, bo za rok Gajowa będzie mieć tyle lat, że jej się komercyjnie już promocja nie opłaci;) A i błąd w naliczaniu rabatu, który zgłosiła Anelagdam w poprzednim poście już jest naprawiony - Gajowa niestety nadal cienka jest w e-commerce'owe klocki i czasem jej dziwne rzeczy wychodzą;)

piątek, 22 stycznia 2010

Dziecięce nowości

...w Srebrnym Gaju, które miały być zaprezentowane jakiś czas temu, ale Gajową dopadła zwyczajowy post roboczy wstręt do komputera, dlatego dopiero dziś.

W Srebrnym Gaju mamy pryjemność powitać nową twórczynię - Milusię - która szyje bardzo kolorowe i pomysłowe akcesoria dla dzieci. Mnie szczególnie podoba się to:


Literkowe poduszeczki do nauki czytania i pisania, oraz te oto kolorowe maty-dywaniki do pokoju dziecięcego:














Sama bym popróbowała z szyciem podobnych, ale obawiam się, że wyszło by frustrująco krzywo, więc na razie, tylko sobie patrzę i wzdycham;)

*******

Szycie w SG po godzinach oczywiście trwa, efekty zostaną zaprezentowane wkrótce, tymczasem jednak Gajowa ogłasza trochę nietypową promocję. Większość bloggerek z okazji swoich urodzin ogłasza Candy, ale w SG Candy było niedawno, a na kolejne Gajowa chciałaby przygotować jakiś wytwór własny, więc nie może go ogłosić, dopóki nie będzie wystarczająco z tworów własnych zadowolona;)

Tymczasem zatem Gajowa proponuje promocję w Srebrnym Gaju: promocja zaplanowana jest na jeden dzień - 26 stycznia - niewykluczone jednak, że i 27 stycznia jeszcze będzie działać, bo Gajowa nie do końca opanowała technikę wpisywania w sklepowy program kodów rabatowych;)

A zatem na wszystkie zakupy tego dnia (lub tych 2 dni;), po wpisaniu kodu: URE473E w koszyku zakupowym obowiązywać będzie rabat równy liczbie lat przeżytych przez Gajową....a nie jest to mało :))

***********

wtorek, 19 stycznia 2010

Finisz...

...remontu nastąpił w końcu! Jeszcze została wykończeniówka elementów drobnych, ale clou programu czyli regał Nadwornego stanął na swoim miejscu. Jesteśmy z niego bardzo dumni, tzn. Nadworny z wykonania, a ja z tego, że takiego zdolnego męża mam;) Zdjęcie nie oddaje w pełni boskości przedmiotu, gdyż Nadworny jak zwykle nie uprzątnął przedpola i walają się na nim przedmioty różne:



Efekt miał być jak w oksfordzkiej bibliotece, niestetyż nie wykazaliśmy się w ostatnim ćwierczwieczu zapobiegliwością i nie kupowaliśmy książek wyłącznie w skórzanych oprawach...;)

A podczas gdy Nadworny kończył swojego handmade'a, Gajowa szalała ze stopką do jedwabiu (bezczelnie ignorując fakt, że ma na środę jeszcze 30 stron do tłumaczenia), i tak oto powstało to:




Zdjęcie na modelu zdecydowanie byłoby lepsze, ale model spał ;P Zatem chciałabym tylko wyjaśnić, że spódniczka wyszła idealnie;) Tak, chwalę się, ale to pierwsza rzecz, która mi w szyciu wyszła tak jak planowałam...6 klinów ma prawie identyczną szerokość, nigdzie nie wystają nitki, no jedyne co budzi moje zastrzeżenia to aplikacja...bo kształt nie teges wyszedł trochę (kto zgadnie, co to mialo być?;), ale uznałam, że potraktuję to jako efekt zamierzony, zwłaszcza, że to moja druga w życiu aplikacja odwrócona.

W kwestii formalnej: spódniczka powstała ze starych dżinsów rozmiar 34 (nie mój niestety...) oraz zasłonki kupionej w lumpeksie - bardzo eko i oszczędnościowo, jak na czasy kryzysu przystało;)

A dziś wieczorkiem zapraszam raz jeszcze na prezentację gajowych cudności dla dzieci, tymczasem oddalając się do prac zarobkowych (a dwa kliny skrojone na kolejną spódniczkę, leżą i kuszą...;)

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Czekoladowe Candy...

u Anyi.es.art - znowu cudności do wygrania;) Info po lewej stronie w pasku, a Gajowa wraca do szycia, bo sobie wymyśliła, że Potwornickiej spódniczkę popełni według tego oto tutoriala. Potwornicka podchodzi sceptycznie do wyczynów matki, a chcąc to dobitnie podkreślić rąbnęła matce uniwersalną stopkę do maszyny...matka wkur.... tzn. lekko wyprowadzona z równowagi, założyła stopkę do obrębiania i złamała na niej dwie igły. Po kolejnej godzinie poszukiwań stopki, Gajowa się poddała i założyła jedyną inną pasującą stopkę i teraz szyje dżins stopką do jedwabiu ;P

Skutki zostaną zaprezentowane już wkrótce, o ile do końca szycia Gajowa nie wykończy pozostałych igieł...;)

niedziela, 17 stycznia 2010

Martwa cisza zapanowała...


gdyż w gajowej posiadłości szaleje Nadworny z wiertarką i pędzlem, czyli mamy mały remoncik...mały z założenia, bo wlecze się tydzień i końca nie widać. W związku z tym Gajowa warcząc pod nosem przesiaduje całymi dniami zamknięta z Potwornicką i obie utwierdzają się w przekonaniu, że los obdarzył je najgorszą matką/córką (niepotrzebne skreślić) we wszechświecie, podczas gdy Nadworny również warcząc pod nosem pracowicie skręca, wierci i maluje... Atmosfera to malo sprzyjająca kreatywności, bo nie da się szyć z przyklejonym do nogi wyjącym aniołkiem, ale Gajowej udało się nie wiedzieć kiedy wykonać w końcu zaległe prezenty dla styczniowych jubilatek... pokazuję je już dziś, choć adresatki jeszcze ich nie otrzymały, ale jest pewna nadzieja, że w tygodniu Gajowej w końcu uda się na pocztę dotrzeć;)

Podkładki numer 1 (nie są aż tak koślawe jak na zdjęciu, aczkolwiek nie da się ukryć, że kąt prosty nie do końca trzymają;)



Oraz podkładki numer 2, do których Gajowa szyje po raz trzeci ocieplacz nakubkowy, bo dwa poprzednie zepsuła fatalnie....


Reszta szumnie zapowiadanych planów szyciowych leży rozgrzebana i czeka aż Potwornicka wyzdrowieje i wróci do żłóbka, a Nadworny w końcu upora się z gigantycznym regałem naksiażkowym;) A wtedy Gajowa sobie obiecuje, że nadrobi wszystkie zaległości...

Zapraszam też do SG do działu Nowości, gdzie z dawien obiecywane kartki walentynkowe i różne takie;)

******

Rzutem na taśmę wypatrzyłam takie oto cudne zielone candy O tu w Fejwerkowie ;):



wtorek, 12 stycznia 2010

Tildowe Candy...

...do wzięcia na nowo odkrytym przeze mnie blogu Niebo Almirani:


Wygrać można to:


Pewnie kolejka będzie zakręcana, ale nic to, kiedyś w końcu coś wygram ;)

A teraz zmykam sprzed komputera, bo Nadworny dzis szaleje rękodzielniczo, "własnymi ręcami" robiąc regał na naszą gigantyczną bibliotekę i lada moment mnie zastawi, przykuwając do komputera na conajmniej dobę (swoją drogą....czemu nie?)

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Magicznie...

...się zrobiło za oknem;) Wszyscy narzekają,  że zaspy, że wyjechać spod domu się nie da, że zimno, a ja nie - owszem, narzekam, nawet słów niecenzuralnych używając, gdy brnę w śniegu po kolana do żłobka, czy gdy w celu uruchomienia auta, trzeba najpierw zgadnąć, która biała górka należy do nas, a następnie ją odśnieżyć i odpalić (gwoli prawdy historycznej - czynności faktyczne wykonuje Nadworny, ale narzekam ja;). Ale tak bardzo brakowało mi prawdziwej zimy przez ostatnie lata, że nic nie jest mi w stanie tej radości zmącić, a widok roześmianych oczu Powtornickiej ciągniętej na sankach przez tatę i  wydającej okrzyki zachwytu, jak Krecik z oldschoolowej bajki - bezcenne;)

Ten przydługawy wstęp niebezpiecznie ocierający się o grafomanię służy jednak wprowadzeniu nastroju dla prezentacji magicznych cudności, które właśnie pojawiły się w Srebrnym Gaju, a przede wszystkim powitaniu w gronie naszych Twórców Małgosi, znanej wielu z Was z bloga Peninia Art. Słowo "kobieta Renesansu" jest ostatnio tym, którego używam chorobliwie często, no ale tak dobrze oddaje umiejętności wielu Gajowych Twórczyń, że użyję go znowu;) Wystarczy bowiem zobaczyć jak wiele różnorodnych technik z niezmiennie pięknym skutkiem zna Małgosia i nie zawaha się ich użyć;)




Ja czułabym się w pełni usatysfakcjonowana umiejąc choć jedną z nich;)
Więcej cudności autorstwa Małgosi znajdziecie tu: Srebrny Gaj. Dziś także w SG pojawią się kartki zupełnie wyjątkowe - zawiadomienia dla przyszłych tatusiów i dziadków ;)

A tymczasem nadal czekamy na kartki walentynkowe, które ani chybi siedzą gdzieś w zaspach pod Kutnem, skoro nie ma ich ani u autorki, ani u mnie ;)

Oddalam się do maszyny, bo kupa drobnostek rozgrzebana, wszystkie z terminem na wczoraj....ale może jeszcze popada, nie uda się do żłobka dojechać i zyskam kilka cennych godzin, zanim Potwornicką do domu odstawi policja;)

piątek, 8 stycznia 2010

Candy materiałowe...

znowu! I to jakie! Od kiedy zapałałam afektem do szycia, nadal dość jednostronnym - czyli z mojej strony płomienne uczucia, ze strony maszyny wzgardliwa obojętność - poluję uparcie na tkaninowe candy. I o to na sam początek roku  blog sklepu Jednoiglec, takie cudności oferuje:



Pewnie nie wygram, ale te emocje....;)

Tymczasem w Srebrnym Gaju szykuje się desant nowości - spora porcja walentynkowych kartek i w końcu coś, co chciałam mieć od początku i co docelowo ma być Srebrnego Gaju esencją: zabawki edukacyjne dla dzieciaków. Się szyją, m.in. rękoma Inno, a ja jak na kierownika kopalni przystało, tylko siedzę i wymyślam ;) Żeby jednak nie okopać się na dobre w roli kapitalisty-wyzyskiwacza i sama coś powolutku dłubię mając nadzieję, że przyjdzie kiedyś ten dzień, gdy we własnym sklepie bedę sprzedawać i własne wytwory...;)

Już wkrótce fotorelacja z prywatnych wyczynów (koślawych , rzecz jasna;)

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Posylwestrowe reminescencje

Gajowa wraz z resztą melduje się z powrotem;) Odpoczęliśmy nawet za dużo, bo teraz się nic kompletnie nie chce, ale z drugiej strony po tygodniowym odwyku od handmadeów, wena aż uszami idzie, więc pewnie lada moment się coś roboczo ruszy;)

A na wyjeździe Gajowa wykorzystała nowy prezent od Nadwornego, który już żałuje, że go dał, gdyż Gajowa przez moment poczuła w sobie moc do robienia zdjęć i nie wahała się jej nadużywać...poniżej skutki krótkotrwałej eksplozji nowego hobby.... dla niepoznaki zdjęcia autorsko niepodpisane, może ktoś przypadkowo uzna mistrzowskie dzieła Nadwornego za autorstwa Gajowej?;)


No i wszystkiego dobrego w Nowym Roku oczywiście! Jaki by nie był poprzedni, niech ten będzie lepszy!;)