niedziela, 28 lutego 2010

Yes, yes, yes!

Wygrałam! Swoje pierwsze Candy;) I to od razu mroczny przedmiot pożądania czyli prawdziwe tildowe stworzonko, o takie:

Uznaję to za dobry omen na rozpoczęcie wiosny;)

A z rozmyślań natury ogólnej....dotarło do mnie dziś, że nie mam szans do końca życia zrealizować wszystkich projektów rękodzielniczych, które bym chciała...no nie ma jak...na wiosennym spacerze z Potwornicką układałam w głowie, co bym chciała zrobić, nauczyć się, czy spróbować, no i wychodzi, że musiałabym dzień w dzień siedzieć nad robótkami przez najbliższe 50 lat....dołująca perspektywa - nie to siedzenie, tylko niemożność zrobienia wszystkiego...ale z drugiej strony, to jak z gonieniem króliczka, liczy się sam bieg, a nie efekty, czyż nie?;)

Apropos tych efektów właśnie, to rozgrzebałam różne takie niebieskie kolejne, projekty niemowlęce, nowy projekt zabawkowy dla Potwornickiej, patchowrkową kapę, jakieś ubranka oraz para-decoupage i mam nadzieję, że choć jedno z powyższych uda mi się skończyć i zaprezentować w dającej się przewidzieć przyszłości;)

piątek, 26 lutego 2010

Wszystko niebieskie...

...Gajowa widzi, po 5 godzinach snu;P A może raczej z przesytu tym kolorem, który w ostatnich dniach dominuje w moich pracach...jest to skutek wiosennych porządków i odgruzowywania kuchni. Gajowa sobie wymyśliła, że będzie mieć kuchnię w stylu angielskim - wymyśliła sobie z 10 lat temu i kupno mieszkania z kuchnią o powierzchni 8 m2 wcale jej nie zniechęciło...wyspy na jej środku jak w angielskim dworku zrealizować nie dała rady, po stwierdzeniu że prostokąt na 2 metry szeroki środka nie ma, ale poszalała sobie przynajmniej z kolorami. W związku z tym kuchnię ma w kolorze blado-żółtym z niebieskimi dodatkami...tyle, że jak się po sprzątaniu okazało, przez 5 lat się zrobił miszmasz kolorystyczny i niebieskich dodatków z lupą szukać.

Zatem Gajowa postanowiła błąd nadrobić i dodatków dorobić. Na pierwszy rzut poszedł żyrandol (ten który w poprzednim poście po wypraniu okazał się nie czekoladowy, a blado kremowy;P) Gajowa podmieniła go natychmiast na własnoręcznie uszyty niebieski... tkanina w kwiatki litościwie ukryła fakt, że tnąc na oko, Gajowa zrobiła wykrój o dobre ćwierć metra węższy od prototypu i musiała wszywać kliny;)

Potem Gajowa dorobiła wieniec, który w różnych odsłonach kolorystycznych króluje w tym tygodniu na blogach....mój jak zwykle ze szczyptą autorskiego nieładu, wyróżnia się swobodą interpretacji i nieprecyzją wykonania;)

A na koniec w ramach niebieskiego szaleństwa Gajowa wykonała kwiatek...kwiatek był na życzenie siostry, która chciała nim zakryć dziurki w zdobycznym polarze....niestety, co Gajowa dopiero na własne oczy zobaczyła, siostra zapomniała doprecyzować, że owe dziurki znajdują się w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, więc w efekcie koncowym Gajowej siostra chodziła by z kwiatkiem na d*** ;))
Kwiatek się nie zmarnuje, natomiast na dziury Gajowa poradziła naszyć jednak nie rzucającą się w oczy łatę...

A oprócz tego, wczoraj z podmiejskiej wyprawy Gajowa przytargała zdobyte za grosze piękne kosze wiklinowe...do tego ma całą tacę gruntowanych w międzyczasie słoiczków na przyprawy i w weekend jak zleceniodawcy i Potwornicka pozwolą, Gajowa będzie dekupażować na niebiesko, a co!:)

poniedziałek, 22 lutego 2010

Nowości...

na razie nie w biznesowej odnodze Srebrnego Gaju (tam pojawią się niedługo;), ale w blogowym świecie.

Dziś reklamuję bezinteresownie, acz po znajomości dwa nowe blogi:

Blog kolejnej pasjonatki szycia - która przy okazji tworzy też dla SG piękne zabawki edukacyjne i przydasie dla przedszkolaków
http://szyszkowiczki.blogspot.com/ - a to już czysty nepotyzm, bo blog jest mojej siostry i siostrzenicy: Jak widać po pierwszym wpisie talent do tworzenia alternatywnych dla powszechnie rozumianych standardów rękodzielniczych dzieł ma Gajowa w genach;)

Gajowa tymczasem ugrzęzła w nudnym a obszernym zleceniu, przerywanym nagłym atakiem wiosennego zrywu porządkowego... Gajowa porzadek uwielbia, ale sprzątać nie lubi toteż czyni to z rzadka...ot tak na przykład jak teraz i ze zdumieniem odkrywa, że to nie świat za oknem taki beznadziejnie szary, tylko okna zaklejone nieprzytomnie... i że żyrandol w kuchni ma kolor ecru, a nie czekoladowy...takie drobne radości i niespodzianki dnia codziennego.

Ale z tych porządków klują się kolejne pomysły rękodzielnicze, bo jak Gajowa odgruzowuje, to widzi co wymaga upiększenia i ulepszenia i już parę rzeczy zaczęło się nocą robić... marne efekty, ku uciesze odwiedzających bloga, zostaną zaprezentowane już wkrótce;)

****
Gajowa eksperymentuje z tłami, więc mogą się tu pojawiać przez jakis czasjakieś zajączki, kaczuszki i inne inwazyjnie wiosenne elementy....

niedziela, 21 lutego 2010

Madejowe łoże

Dziś będzie o narzędziu tortur, które przypadkiem Gajowa sprawiła Potwornickiej...

Gajowa intencje miała szczytne, a wyszło, jak zwykle. Postanowiła bowiem, że wbrew najnowszym trendom genderowym, nakazującym kupowanie małym dziewczynkom traktorów i rakiet kosmicznych do zabawy, swojej małej dziewczynce sprawi jednak babską zabawkę. Ostatecznie nie po to sobie Gajowa córkę urodziła, żeby zostać pozbawioną okazji do zabawy lalkami, a czas ku temu najwyższy, bo Potwornicka się w szybkim tempie uniezależnia i lada moment rzeczywiście zażąda traktora, potem pójdzie do szkoły górniczej, a w wolnych chwilach będzie uprawiać zapasy:P

Zatem Gajowa zebrała po domu elementy budowlane w postaci pudełka po butach, resztek okleiny meblowej i lumpeksowej pościeli i popełniła łóżeczko dla misia.





Łóżeczko wyszło idealnie (wg standardów Gajowej:), wzbudziło zachwyt autorki oraz niezmierne zainteresowanie obdarowanej. Potwornicka bawiła się nim bite 1,5 godziny odmawiając zjedzenia kolacji, udania się do wanny i w końcu rodzice musieli ją podstępem wywabić z pokoju, żeby dziecko w ogóle poszło spać. Już wtedy powinno jednak Gajową tknać, że będą kłopoty, zabawa polegała bowiem na układaniu i wyjmowaniu pościeli, bo ciągle coś było nie tak...a to prześcieradło się nie mieściło...

 a to poduszka na milimetr wystawała....


a to znowu Miś nie współpracował i trzeba go było poddusić, żeby grzecznie leżał...


Gajowa jednak tylko zachwyciła się, że sama będąc bałaganiarą urodziła Perfekcyjną Panią Domu;)

Nazajutrz jednak zachwyt minął Gajowej bezpowrotnie, bo Potwornicka powróciwszy do nierozwiązanej kwestii idealnego ścielenia łóżeczka zaczęła wykazywać objawy, skądinąd znane Gajowej doskonale, a mianowicie dwulatkową histerię. Wobec niemożności dopasowania pościeli do łóżeczka, jej elementy zaczęły fruwać w powietrzu jak Małysz, Misiek zaliczył nawet rekord skoczni pokonawszy całą długość pokoju, a Potwornicka zalana łzami wściekłości łaskawie zgodziła się przyjąć pomoc matki. Matka cierpliwie pokazała, jak się łóżeczko ścieli, ale to tylko sprawę pogorszyło, bo teraz Potwornicka załapała doła, że nie umie tak dobrze jak matka...zabawa wkrótce musiała zostać zakończona interwencyjnie przez Nadwornego, który ferelne łóżeczko zabrał z oczu, Potwornicką walącą głową o podłogę z bezsilności spacyfikował i Gajową próbował pocieszyć, że przecież liczą się też intencje...;)

Summa sumarum, łóżeczko od dziś spoczywa na szafie i będzie udostępniane Potwornickiej tylko w ramach kary: Nabroi mała - za karę godzina ścielenia łóżeczka, a jak będzie bardzo nieznośna, to matka jej zrobi do kompletu komódkę z tysiącem szufladek do sprzątania....

*****

Uwaga! Apropos kostek: Bardzo przepraszam, że wprowadzam zmianę, ale ponownie nieznajomość matematyki się kłania...koszt wysyłki kostek wliczyłam do ich ceny, nie pomyślawszy, że takie obliczenie ma rację bytu tylko wówczas, gdy cały zapas wyślę do jednej osoby;P W związku z tym osoby zamawiające bardzo proszę o doliczenie jeszcze 6 zł za wysyłkę - kostki są leciutkie, ale gabarytowo spore, więc muszą być wysyłane jako paczka. Bardzo przepraszam za to zamieszanie i obiecuję zakupić podręcznik do matematyki dla przedszkolaków i pilnie go przestudiować;)

piątek, 19 lutego 2010

Z cyklu "Domy świata"

....Gajowa przedstawia jurtę;)


Oczywiście, jak zawsze gdy biorę się do czegoś nowego, zamysł był inny. Gajowa wymyśliła sobie serię domków, a z czasem i może całe miasteczko dla Potwornickiej i w tym celu chciała wykonać prototyp....prototyp ujawnił brak znajomości podstawowych zasad matematycznych (czyli jaką długośc ma bok trójkąta równoramiennego o podstawie 10 cm;P) oraz wyobraźni przestrzennej, ale Gajowa się na projekt napaliła jak szczerbaty na suchary,więc zanalizuje dogłębnie prototyp, naprawi wszystkie błędy i go zrealizuje....kiedyś;)

Jurta powstała na bazie sześcianów z pianki materacowej, które to Gajowa zdobyła po wielu przebojach i negocjacjach z allegrowymi sprzedawcami...dopiero któryś z kolei nie dziwił się głupio, że Gajowa życzy sobie nabyć materac zniszczony, czyli pocięty na drobne kawałki. Gajowa niestetyż znowu ujawniła brak znajomości matematyki, bo lekko się zdumiała, jak otrzymała przesyłkę wyższą od siebie zapakowaną ok. 200 sześcianami o boku 10 cm. Część pójdzie do Gajowych twórczyń na projekty do SG, natomiast nadal pozostaje spora niezagospodarowana ilość, więc jakby ktoś był chętny to Gajowa chętnie odstąpi po cenie zakupu (wychodzi 50 gr za sztukę z przesyłką).


Ponadto mogę wreszcie upublicznić prezent dla Edytki z...no właśnie już nie z Miluszkowego Kuferka. Edytka z powodów technicznych spakowała kuferek i zabrała do Mojej izdebki. Prezent jest wieloznaczny i wielofunkcyjny, gdyż choć wygląda jak igielnik, to dzięki magnesowi z tyłu może służyć także jako magnes na lodówkę;) Kolory oczobitne ze względu na tęsknotę za wiosną;)


i na koniec inauguracja wiosenno-letniej kolekcji niemowlęcej...Gajowa w lipcu zostanie ciotką pierwszego osobnika płci męskiej, jaki się w jej rodzinie pojawi od trzech pokoleń  (osobniki wżenione nie są do tej kategorii wliczane), w związku z tym taka okazja wymaga stosownego uczczenia;) Apropos niemowląt, to w Srebrnym Gaju mamy od niedawna piękne Mei Tai - zapraszam;)

poniedziałek, 15 lutego 2010

Wróciła!!

A właściwie powolutku wraca...bo okoliczności nadal malo sprzyjające, ale czas najwyższy brać się do roboty. A zatem wena Gajowej powolutku wraca...wczoraj z desperacji brakiem inspiracji Gajowa wygrzebała różne kwiatowe odpady i postanowiła choć paski pozszywać, żeby jej do końca organ szyjący nie zanikł. A że gdzieś w głowie kołatały się odejrzane pomysły na pasków wykorzystanie, to jakoś tak się mimochodem popełniła poduszka ala crazy quilt;) Skosy i nierówności zamierzone tym razem - tak właśnie mialo być i wyszło zgodnie z zamierzeniem, co Gajową niezmiennie dziwi;)



Ponadto obiecane walentynkowe serducha w końcu obfotografowane... a właściwie ich mała częśc, bo zanim doczekały się sesji zostały rozdrapane przez krewnych i znajomych pilnie poszukujących prezentu-zapchajdziury na Walentynki. Gajowa Walentynki jako takie kontestuje  - choć jak czytam na innych blogach podobno teraz kontestowanie Walentynek nie jest trendy - ale Gajowa urodziła się w tych zamierzchłych czasach, gdy św Walenty był jeszcze li tylko patronem epileptyków, zaś dzikie emocje budził goździk na Dzień Kobiet od pryszczatego rówieśnika - zatem Gajowa nie tyle kontestuje, co nie przyjęła do wiadomości zmiany kalendarza świat i uroczystości;)


Walentynkowym serduchom za tło towarzyszyły żonkile, ktore Gajowa bez wiary w zakwitnięcie (bo jej w popowodziowej chałupie wszelkie zielsko gnije, zanim zakwitnie) kupiła, a następnie zdumiała się, gdy jednak zakwitły.


I na koniec dzieło powstałe w trybie pilnym - dla jednej z Gajowych twórczyń, którą spotkał bardzo przykry wypadek (nie napiszę o kogo chodzi, bom nie uprawniona do rozpowszechniania). Nie bardzo wiedząc co powiedzieć i jak pomóc, postanowiłam choć tak trochę pociechy ponieść...wyszlo krzywawo, ale szyte było w pośpiechu i takoż fotografowane.

środa, 10 lutego 2010

Beznadziejne bezwenie...

...tak się nazywa przypadłość, na którą zapadła Gajowa...zimowe zmęczenie materiału oraz nieustanne nie do końca pozytywne atrakcje, jakich dostarcza życie spowodowały zanik tej części mózgu, która odpowiada za kreatywność - aczkolwiek może to dieta, którą Gajowa się katuje, spowodowała odchudzenie nie tej części człowieka, co trzeba;)

Mimo to Gajowa popełniła bezwenne serduszka walentynkowe, zdjęcia wklei jeszcze dziś ku przestrodze;P

A przypominam, że jutro i pojutrze mamy Srebrnogajowy kiermasz - zapraszam na zakupy! Jako bonus możliwość obejrzenia Gajowej live & saute (bo dieta jeszcze nie działa;P)

środa, 3 lutego 2010

Wyróżnienia i wyjaśnienia;)

Gajowa znowu robi za siostrę oddziałową w szpitalu w centrum miasta, stąd jej wena sklęsa nieco, a raczej nie ma szans na twórcze rozwinięcie, albowiem jest tak (krótki wtręt o polskich warunkach mieszkaniowych;)
Srebrny Gaj offline posiada w przeciwieństwie do wersji online zaledwie dwie komnaty (umówmy się, ze komnatą mozna nazwać wszystko co ma powyżej 10 m2). W jednej obecnie spoczywa pan domu w pozie cokolwiek katafalkowej...czy zauważyłyście, że choremu mężczyźnie w sposób naturalny przychodzi pozycja leżąca, ala dostojny nieboszczyk? Oczy lekko przymknięte, skrywające ból nie do zniesienia, oblicze blade lub dramatycznie potem zlane (zależnie co termometr pokaże), ręce efektownie w małdrzyk na kołdrze splecione, do tego efekty dźwiękowe w postaci zduszonych jęków lub dramatycznego kaszlu rodem z "Czarodziejskiej Góry". W takiej zatem pozycji spoczywa Nadworny - dla pocieszenia fankom Nadwornego wyjawię, że nie cierpi na galopujące suchoty, ani hiszpankę tylko zwykłe zapalenie oskrzeli;)

Na pozycję umierającą nabrać się dała nawet Potwornicka, która nie domaga się wejścia do pokoju w tradycyjny sposób kopiąc w drzwi lub waląc głową tylko nieśmiało puka, zagląda robi tacie papa i odchodzi ze smętną miną., a i w domu zachowuje się zdecydowanie spokojniej i grzecznej...i teraz Gajowa ma dylemat: powiedzieć dziecku, że tata wyzdrowieje, czy nie?:) Powiedzenie pocieszy być może Potwornicką, niepowiedzenie pocieszy Gajową, która być może czas dłuższy cieszyć się będzie grzeczną pierworodną.

ale ad meritum jest takie, ze w związku z zaistniała sytuacją kisimy się z Potwornicką, jej starszą siostrą cioteczną, która spędza ferie w mieście, oraz licznymi odwiedzającymi (ferie...wszyscy wolne mają...oprócz Gajowej;P) w komnacie numer dwa, a tam również stoi na honorowym miejscu maszyna...stoi z rozgrzebanymi  serduszkami i serce sie kraje, bo ani czasu ani możliwości serduszka dokończyć. Gajowa daje jeszcze Nadwornemu czas na cierpienie do weekendu, a potem koniec laby, bo szyć na kiermasz trzeba;P

Z tegoż samego powodu mamy lekki poślizg z wstawieniem nowych cudnych rzeczy dziecięcych do sklepu...ale trudno, Gajowa sama zdjęć nie popełni, trzeba czekać aż Mistrz wydobrzeje;)

Apropos kiermaszu, to mamy już oficjalne info, a brzmi ono tak:

************************
WALENTYNKOWY KIERMASZ W Quattro Café
Wrocław, ul. Kamienna 115 (budynek GANT)

11 i 12 lutego w godz. 13:00 - 19:00 sklep internetowy "Srebrny Gaj" oraz restauracja "Quattro Café" zapraszają na kiermasz SERDECZNYCH UPOMINKÓW: ręcznie wykonanych walentynkowych karteczek, serdecznych pluszaczków i innych przemiłych drobiazgów, które możesz podarować ukochanej osobie.

Dla tych, którzy skorzystają w tym czasie, z usług restauracji, specjalny rabat 5% na wszystkie upominki! szczegóły na www.srebrnygaj.pl oraz pod numerem 512 036 783

**********************

 
Gajowa zaraz wykona amatorski bannerek i zamieści z prawej lewej  (Gajowa jest lewusem i permamentnie myli kierunki;) strony bloga - chętni mogą zamieścić go u siebie;)

A i jeszcze się pochwalę harmonią wyróżnień otrzymanych od Miluszkowego kuferka oraz od Penini. Oczywiście przekazuję je dalej....ale nie chcę wyróżniać nikogo szczególnie, bo jest to niesłychanie trudne, zatem wyróżniam w sposób stały i niezmienny wszystkie blogi po lewej (tym razem dobrze;) stronie bloga za to,, że codziennie mnie inspirują, zachęcają do nowych prób i poprawiają humor!