poniedziałek, 29 marca 2010

W biegu...

...szalonym resztki siwych włosów rozwiewającym jest Gajowa ostatnio...wiosna, ot co... bociany wracają, tulipany z ziemi wychodzą, klienci budzą się do życia...;) W związku z powyższym Gajowej maszyna pokrywa się kurzem, szydełkami Potwornicka wykonuje sekcje misiom, a Gajowa siedzi jak ten świstak i zawija kolejne tłumaczenia w papierki...;P

W tym tygodniu powstało tylko jedno nocne dzieło, będące jednocześnie jedynym wkładem twórczym Gajowej w Wielkanoc (drugi wkład leży rozbebeszony i nie wiadomo, czy do świąt się skończy). Jak widać na załączonym obrazku Gajowa dość zmęczona była szyjąc, w związku z czym króliczek zamiast serduszkowej obróżki ma pysk serduszkiem zatkany;P


Co gorsza robiąc w nocy zdjęcie, Gajowa nie zauważyła, że ściana kuchenna, na codzień dość symetrycznie spłowiała, w świetle lampy ujawniła liczne plamy... będzie malowanie po świętach, choć Gajowej trochę szkoda pozbywać się 'własnymi ręcami' kładzionego tynku...być może Gajowa położy sobie nowy...albo stiuki jakieś?:)

Innej działalności kreatywnej na razie brak, aczkolwiek praca Gajowej nie przeszkodziła w zakupach, więc pochwalę się łupami, a co:)

Takie cuda można znaleźć w szmatach na wagę:
Takie na Allegro (Gajowa nie zdziecinniała na starość, tylko gdzie się nie obróci, tam widzi kobiety w ciąży, a że spora część z nich jest jej znana dobrze lub z nią spokrewniona, to Gajowa się szykuje do masowej produkcji kolekcji niemowlęcej;):



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A takie w sklepie 13tka, który Gajowa odkryła niedawno, przepuściła w nim zaskórniaka, i więcej nie wchodzi, bo się ślini jak buldog jak te cuda widzi;)














Te ostatnie do planowanego królestwa Potwornickiej...Gajowa po przemyśleniu musiała porzucić wersję angielsko-romantyczną i dostosować wystrój do już posiadanych mebli, a przede wszystkim komody w takie oto kwiatki...



którą to komodę Nadworny sam zbijał w pocie czoła, a Gajowa w 8 miesiącu ciąży na kolanach, sapiąc jak wieloryb wyrzucony na brzeg, pracowicie oklejała;)

I jeszcze baaaardzo zaległe podziekowania dla Kornelii za cudną niespodziankę, pomysłową łapkę do garnków;):


Niespodzianka wypełniona była słodkościami, ale zdjeć rzecz jasna nie ma, bo Gajowa, jak to kobieta na diecie, pochłonęła je w 15 sekund po otwarciu...

No i tym optymistycznym akcentem... Gajowa wraca do świstakowania;)

wtorek, 23 marca 2010

Cuda-wianki

...będzie sobie można upleść w tę sobotę w Obornikach Śląskich k./Wrocławia. Siostra moja, która co prawda blogowo udziela się z rzadka, ale pasję do tworzenia ma i talent takoż;), postanowiła pójść w moje ślady biznesowe, nie pomna licznych przeszkód pokotem kładących się u nóg zuchwalców chcących wypromować modę na rękodzieło, i zabiera się za organizację rękodzielniczych kursów. A więcej to już ona sama:

****
Na okoliczność wiosny i zbliżających się Świąt



Zapraszamy wszystkich chętnych do wzięcia udziału w spotkaniu, na którym własnoręcznie będziemy robić


wianki wielkanocne lub wiosenne, jak kto woli:)


gdzie: w Obornikach Śląskich koło Wrocławia


kiedy: sobota, 27 marca, w godzinach od 10 do 13


za ile: 69 zł, cena obejmuje materiały i słodki poczęstunek

po zajęciach możliwość nabycia srebrnogajowych produktów z 10% zniżką

rezerwacja: przewidujemy 6-8 uczestników, rezerwujemy miejsca po 50% zaliczce (która musi wpłynąc na nasze konto do czwartku do godz 15ej) przepadającej na rzecz organizatora, jeśli uczestniczka nie pojawi się na spotkaniu.
*****
 
Ze swojej strony dodam, że są to zajęcia raczej dla osób początkujących, których wśród moich czytaczy, na ile się orientuję, raczej nie ma, ale proszę o przekazanie tej informacji dalej;) Na warsztaty można przyjść z dziećmi, ale raczej starszymi, żeby mogły w nich także uczestniczyć.
 
Już wkrótce, jak Gajowa przewali kolejne zlecenie, to zaprezentuje zdobycze materiałowe, bo ostatnio zaszlała bez umiaru, nie pomna tego, że z szyciem jej nadal idzie umiarkowanie źle;P

poniedziałek, 22 marca 2010

1% podatku

Przekazujecie? Mam nadzieję, że tak;) Ale może w tym roku zastanawiacie się komu? To ja mam gotową odpowiedź Fundacja Chleb Życia siostry Małgorzaty Chmielewskiej. Ja swój 1% , a czasem coś wiecej, przekazuję właśnie jej. A dlaczego?

Bo, po pierwsze, tak sobie myślę, że na chore dzieci da każdy, a na ludzi wykolejonych, nie umiejących się odnaleźć w życiu, już mało kto, bo to mniej wzruszajace, a bardziej bliskie brudowi życia.

A po drugie, bo osobiście niesłychanie podziwiam siostrę Małgorzatę, za to jak swoje życie - prywatne, kościelne i społeczne poświęciła ludziom, nad którymi mało kto się pochyli, których na codzien nie widzimy lub widzieć nie chcemy. Podziwiam ją za to, że nie dość oddania swego życia ubogim, podjęła jeszcze niesamowity wysiłek adoptowania i wychowania dzieci chorych...nie mam złudzeń, że ja do takich czynów nie byłabym zdolna, tym bardziej więc darzę siostrę Małgorzatę niesamowitym szacunkiem... i w zasadzie nie mam dla mnie znaczenia, to że jest katolicką zakonnicą. Nie jestem katoliczką, więc jak dla mnie mogłaby być równie dobrze rabinem, popem czy ateistką...ważne dla mnie jest to, że jest niesamowicie dobrym człowiekim, a takim  ludziom pomagać warto!

Zatem, jeśli macie na zbyciu 1% to może warto go oddać właśnie jej?:)

W linkach po lewej stronie (Blogi różne) znajdziecie też bloga siostry Małgorzaty, gdzie można poczytać mniej formalnie o jej działaniach.

niedziela, 21 marca 2010

Prezenty...

Gajowa popełniła w ten weekend w ilości hurtowej;) Najpierw na 13 urodziny swojej najstarszej siostrzenicy panna Misia (wariant niepełny, będzie jeszcze kokardka i spódniczka falbaniasta, ale się Gajowa z czasem przeliczyła i będzie dorabiać w trakcie urodzinowej imprezy...) oraz dwie filcowe brochy



zapakowane w naprędce wykonane pudełko



Oraz dla siostry ciężarnej torebkę na glukometr i akcesoria.

Torebka z tyłu prezentuje się tak:



W środku tak (brak jeszcze akcesoriów stąd gumka na paski do glukometru zwisa smętnie;)



Zaś na wierzchu...i tu uprasza się wrażliwszych ogładaczy o odejście od monitora....


siostra odziedziczyła po Gajowej nieco makabryczne poczucie humoru i zażyczyła sobie aplikację z zakrwawioną strzykawą...;)

Gajowa ma siostrze jeszcze uszyć m.in. torbę na pieluchy i drży, czy siostra nie zażyczy sobie aplikacji ze zużytą pieluchą...

A wczoraj Gajowa się dokształcała na kursie u Ani. Kurs był fantastyczny, Ania starała się jak mogła, ale Gajowej nie dało rady nauczyć... Gajowa niby dosć sprawna jest manualnie, ale frywolitkom rady nie dała ;(
3 godziny uparcie plątała nitki, zużyła materiałów jak pułk wojska, a poza jeden supełek nie wyszła...Gajowa jednakowoż materiały do domu zabrała, po wypłacie zamówi wór kordonków i będzie ściubić do krwi ostatniej aż sie nauczy, zwłaszcza, że Ania zapowiada kolejne kursy dla zaawansowanych;)

środa, 17 marca 2010

Działalność multidyscyplinarna

Po dwutygodniowej przerwie w życiorysie Gajowa wraca z impetem do świata żywych. Ręce świerzbią, zeby coś twórczego zrobić, niestety rzeczywistość w postaci wielkiego zlecenia skrzeczy... Gajowa od dawna poszukuje sponsora, lub choćby 'murzyna', co za złodziejską stawkę będzie jej robotę odwalał, żeby ona mogła pełnoetatowo rękodzielniczyć, ale jakoś na razie chętnych brak...być może patrząc na 'artystyczne' dokonania Gajowej rzeczywiście nie trudno to zrozumieć, bo mecenatem generalnie obejmuje się artystów młodych i perspektywicznych, a nie panie w wieku słusznym, które uparcie twierdzą, że najważniejszy jest zapał, a nie talent;)

Wobec braku zrozumienia ze strony możnych tego świata Gajowa zmuszona była wycisnąć ze zbyt krótkiej doby jednak godzinkę albo dwie i wczoraj w nocy dopadło ją szaleństwo bielenia wszystkiego co w ręce wpadło... na początek przyprawowe słoiczki, które stanowią odpowiedź Gajowej na decoupage;) Gajowa zdaje sobie sprawę, że wykonanie pozostawia wiele do życzenia i kiedyś zamówi sobie profesjonalne dekupażowe słoiczki, ale na razie musi sobie radzić własnym sumptem i będzie udawać, ze jej się bardzo podoba to, co zmajstrowała...



Potem różne takie wiklinowe i nie tylko....


A na koniec skrzynia z Pchlego Targu - niech Was nie zmyli jej kolor, docelowo też będzie biała;) (Zdjęcie zostało brutalnie od góry ciachnięte, gdyż okazało się, że lampa doskonale wydobyła na światło dzienne fakt, że Gajowa rok pod kaloryferem nie odkurzała;)

Gajowa ma jeszcze niemal litr białej farby, wiec ciąg dalszy nastąpi...;)

Poza tym Gajową dopadła wiosenna potrzeba zmian i kiwając się nad opisem technicznym sterowników do czegoś, co Gajowa nawet nie wie jak wygląda, wymyśliła fantastyczny plan reorganizacji mieszkania.... nic to, że plan bardziej pasowałby do rezydencji niż dwupokojowego mieszkania, Gajowa się uparła i plan wykona, choćby po wszystkim miala z braku miejsca spać na balkonie;) W ramach planu Gajowa zamierza Potwornickiej sprezentować własny pokój i do niego właśnie w nocy wymyśla wystrój, główkując jak tu zmieścić na 10 m2 styl prowansalski, angielski i skandynawski jednocześnie...a śpieszyć się trzeba, bo Potwornicka od urodzenia jest dzieckiem mającym własne zdanie i umiejącym je wyegzekwować z żelazną konsekwencją, więc Gajowa ma świadomosć, ze za rok, dwa Potwornicka zażąda pokoju we wściekłym odcieniu różu i tyle będzie Gajowej planowania...


A na razie Gajowa dorabia do kuchni kolejne niebieskie gadżety - na przykład zakrywacz krzesłowy...zakrywacz jest niezbędny, gdyż po 5 latach działalności kota, kuchenne krzesła wyglądają tak:

(a drapak w stanie dziewiczym na ścianie wisi....)

Zaś zakrywacz wygląda tak:

Na razie nieuprasowany, bo brakuje mu jeszcze troczków, a że Gajowa prasować nienawidzi, to nie chce tego robić dwa razy...

I na koniec, specjalnie dla Kasi, zdjęcie okiennej zazdrostki:


A teraz Gajowa już naprawdę wraca do roboty przynoszącej dużo mniej radości, ale zdecydowanie więcej korzysci finansowych... w ramach tej ostatniej reklamując jeszcze wielkanocne nowości w Srebrnym Gaju ;)

poniedziałek, 15 marca 2010

Politycznie...

nieco będzie, bo mimo że Gajowa generalnie pogodziła się z tym, że  w jej kraju rządzi kto chce i jak chce, to jednak pewnych absurdów znieść nie może, a po przeczytaniu apelu Asi z Green Canoe uznała, ze w słusznej sprawie popolitykować można, a nawet trzeba.

Gajowa dosć ceni sobie swoją wolną wolę i swobodę dokonywania wyborów, jak również możliwość samodzielnego decydowania o stylu, w jakim jej rodzina żyje i w jakim wychowuje Potwornicką. Gajowa nie jest jednostką patologiczną, posiada IQ większe od liczby przeżytych lat - natomiast po różnych kontaktach z tak zwaną pomocą społeczną ma spore wątpliwości, czy pracownicy tejże niesprecyzowanej instytucji mogą pochwalić się tym samym.

Gajowa pamięta, jak po porodzie 6 tygodni prosiła w przychodni o przyjście tzw. położnej środowiskowej i jak się nie doprosiła, a tak zwany wywiad wykonała pół roku później w przychodni dziecka nie okazując i podpisujac odgórnie wypełniony formularz, z którego wynikało, że Gajowa dobrą matką jest - przez przypadek rzeczywiście była (tak przynajmniej subiektywnie uważa;), ale Gajowa zdaje sobie sprawę, że takie same formularze do podpisania dostali wszyscy rodzice, bez sprawdzania, co i jak swoim dzieciom robią...

Gajowa własnoocznie widziała sporo przypadków nieudzielenia pomocy osobom naprawdę potrzebującym, zaś na codzień obserwuje w miejscu, w którym mieszka, rodziców wystających pod miejscowymi barami lub 'budkami z piwem'  z zaryczanymi dziećmi w wieku do lat trzech uczepionymi jednej ręki - w drugiej bowiem spoczywa butelka z napojem wyskokowym i Gajowa wie doskonale, że środki na spożycie tychże napojów rodzice otrzymują z pomocy społecznej, która ma wszystko w nosie, byle się w tabelkach zgadzało.

Wnioski te Gajowa wyciąga na podstawie przypadków poznanych, nie generalizując rzecz jasna, niemniej jednak ma spore obawy , ponieważ widząc, jak pomoc społeczna nie radzi sobie w przypadkach trudnych, widzi jednocześnie oczyma wyobraźni, jak owa pomoc rzuca sie z zapałem na przypadki proste, żeby się wykazać i potrafi sobie wyobrazić 'trójkę społeczną' stojącą u jej drzwi o północy w celu zabrania Potwornickiej, uznawszy że Gajowa w roli matki się nie sprawdza. Gajowa widzi także oczyma wyobraźni, jak doskonale nową ustawę różne jednostki małe i zawistne będą ochoczo wykorzystywać do składania donosów na swoich wrogów i już usiłuje sobie przypomnieć, komu ostatnio podpadła, kto mógłby życzliwie poinformować opiekę społeczną, że jej dziecko płacze częściej niż ustawa przewiduje...

A Gajowa sobie tak po prostu, po ludzku nie życzy, żeby jej brudnymi paluchami w życiu domowym grzebać i dlatego wzięła i protest podpisała, o TU .

I więcej o polityce nie będzie, bo zdrowia szkoda;) Za chwil kilka bedzie za to z powrotem rękodzielniczo, bo Gajowa w końcu cudownie ozdrowiała i jak tylko zlecenia przerobi, to wraca do twórczosci wszelakiej z naciskiem na nachalnie wiosenną, bo Gajową skręca jak widzi to białe coś za oknem...

piątek, 12 marca 2010

Post chorobliwo-dziękczynny

Gajowa siedzi cicho jak mysz pod miotłą, bo za bardzo siedzieć nie może... po 2 tygodniach zapalenia oskrzeli, Gajowej wirus przeniósł się w regiony tylne i walnął w korzonki. Gajowa nie narzeka, ketonal robi cuda, Gajowa nawet pracuje, ale nawalona jak messerschmit środkami przeciwbólowymi i antybiotykami stała sie wybitnie mało twórcza, więc nie ma nic szanownym czytaczom do pokazania ;(

Gajowa jednak nadal wierzy, że tym razem jeszcze przeżyje i w tym celu nagromadziła kupę materiałów i czeka aż choróbsko odpuści, żeby do maszyny siąść;)

Tymczasem jednak, żeby sobie dalszych zaległości nie robić pochwalę się cudeńkami wygranymi u Ani. Wiedziałam, że przyjdzie do mnie cudna owieczka....aczkolwiek owieczka na zdjęciu jest niczym w porównaniu z owieczką na żywo, ktora jest po prostu boska! A do tego Ania dołożyła piękności kolczykowe (tu sfotografowane na uszach owieczki, bo Gajowa w chorobie wygląda jak zapuszczony stary kawaler i nie nadaje się do prezentacji...nawet uszu;). Bardzo dziękuję Aniu i mam nadzieję, ze spotkamy się na frywolitkowych warsztatach, bowiem licząc na ozdrowienie zapisałam się i Was też zachęcam - info u Ani na blogu;)


Poza tym chciałabym podziekować za ostatnio otrzymane wyróżnienia. Bardzo jest mi miło, że mnie zauważacie w tłumie innych blogów, ale podobnie jak coraz więcej blogowych dziewczyn dochodzę do wniosku, że jednak wolę komentarze;) Bardzo lubię czytać to co piszecie pod moimi postami, bo to jest żywa reakcja na to co robię i motywacja do dalszego pisania i tworzenia;) A z wyróżnieniami radość owszem, ale i wielki problem....też nie wiem, komu je przyznać, bo wszystkie blogi, które mam z lewej strony oraz kilka innych, które też podczytują są właśnie tymi, które wyróżniam zaglądając do nich często...

Dlatego niniejszym dołączam się do akcji "zmień wyróżnienie w komentarz" (stosowny znaczek z boku - wybaczcie nie pamiętam autorki, ja go pożyczyłam z blogu Aty. No i zachęcam do pozostawiania śladu swojej bytności u mnie;)


A dzis lub jutro w Srebrnym Gaju pojawią się różne śliczności niemowlęce oraz wielkanocne. Poza tym do 17 marca trwa promocja na wszystkie produkty salonowe - więc zapraszam serdecznie.

I na koniec odrobina wiosny, czyli malutka różyczka która mimo zadżumienia i wirusów smigajacych w powietrzu przetrwała i zakwitła;)

niedziela, 7 marca 2010

Wyjaśnienia chorobowe

W Srebrnym Gaju panuje dzika zaraza, wszyscy leżą pokotem i kaszlą jak bohaterowie "Czarodziejskiej Góry", którą Gajowa ostatnio po raz kolejny czytała i wczuła się najwyraźniej niczym Hans Castorp w iluzoryczną gruźlicę .... Gajowa poszła jednakowoż na całość i zaraziła całą bliższą i dalszą rodzinę, a że kot nadal odmawia podstawowych posług, to Srebrny Gaj pokrywa się kurzem i wirusami...

A to wyjaśnienie nie tyle po to, żeby się wyżalić, co dla wyjaśnienia wszystkim Gajowym Twórczynim, którym Gajowa winna jest rozliczenia roczne...Gajowa pamięta, prześle i ureguluje, jak  się nieco zreanimuje, z góry prosząc o cierpliwość....jak Gajowa nie przeżyje, to ma odpowiedzialnych spadkobierców, którzy sprawę załatwią;)

czwartek, 4 marca 2010

Ni pies, ni wydra...

...wyszła tym razem Gajowej;) O taka:



Pewnie myślicie, że to konik? Wszyscy tak myślą, a to wcale nie konik, tylko piesek;) I nie wygląda jak konik dlatego, że Gajowa szyciowa niemota, tylko celowo...bo jego pierwowzór stanowi piesek, który naprawdę tak wygląda....matka Natura różne figle płata....

A ten akurat piesek jest skrzyżowaniem jamnika (wyglądowo) ze znerwicowanym nastolatkiem (charakterologicznie). Piesek jest wkurzająco przyjacielski, a przy tym do szaleństwa znerwicowany, a nerwice rozładowuje w sposób pieskom właściwy, atakując poduszki tudzież nogi przypadkowo dorwanych ofiar...;) Mówiąc wprost: piesek mnie i wiele innych osób wkurza, więc dziwnym wydawać się może, że chciałam go uwiecznić. Ale uwieczniam go, gdyż piesek jest ukochanym pieskiem mojego dziadka, który dziś kończy 86 lat;)

Dziadek jest bardzo chory, mało co słyszy i widzi, w związku z tym wady pieska mu umykają, ale jego zalety, czyli bezprzykładne oddanie swojemu panu, docenia tak bardzo, że nawet do szpitala ze sobą zdjęcia pieska bierze... Gajowa w związku z tym postanowiła Dziadkowi pieska w formie przenośnej sprawić;)

Piesek w oryginale jest czarno-czarny, ale te kolory dla osoby słabowidzącej mi nie pasowały, więc artystycznie zwierzątko przemalowałam na kolory jasne, a wyraźne. Zeby nie było wątpliwości, że to jednak piesek, dostał obrożę ze swoim imieniem...wiszący język, to już czysta złośliwość Gajowej, odzwierciedlająca mroczną częśc charakteru pieska ;P

Całość jest wypchana poduszką....dopiero teraz dotarło do mnie, że może nie był to najlepszy pomysł, zważywszy na preferencje seksualne pieska... No nic, w najgorszym razie przerobi się poduszkę na makatkę i powiesi baaaardzo wysoko;)

A w Gaju zaraza szaleje, Potwornicka Starych zaraziła, jako jedyny zdrowy ostał się kot, ale leniuch wstrętny nie daje się zagonić do gotowania i opieki nad chorymi....

wtorek, 2 marca 2010

Na straganie...

....w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy" czyta po raz trzydziesty dnia dzisiejszego Gajowa Potwornickiej rozłożonej zapaleniem oskrzeli. Czyta, i choć zębami zgrzyta z monotonii, to jednocześnie trwa w niezmiennym zachwycie nad genialnością wierszyków dla dzieci dawnych poetów. W dzieciństwie czytane dla samej radości czytania, dziś - w dorosłości - doceniam ich genialność w zajmowaniu dziecka i rozwijaniu jego wyobraźni - nawet "Murzynka Bambo" , za którego biednego Tuwima w dobie poprawności politycznej od czci odsądzają - Gajowa "Murzynka" czytała, ba nawet do tej pory umie fragmenty na pamięc, a światopoglądu jej to nie wypaczyło;)

Dlatego czytając Potwornickiej wiersze Brzechwy, Gajowa sobie wymyśliła, że jej co poniektóre z nich zwizualizuje - są tak plastyczne, że aż się proszą o wykonanie rekwizytów, które potem, jak Potwornicka posiądzie umiejętność mowy oraz siedzenia na pupie w skupieniu co najmniej 30 sekund, będzie można wykorzystać do zabawy w teatrzyk. Gajowa zatem rozpoczęła produkcję straganowych rekwizytów:

Marchewka

Burak (podłużny wyszedł, bo w trakcie robienia Gajowa się zafiksowała, że robi buraka cukrowego...z przyczyn nieznanych;)

Czosnek


Oraz całość w jednej zupie:

Warzywa są robione na drutach z dodatkami szydełkowymi i są dość niewielkie (maks. 10 cm), ponieważ oprócz występów scenicznych mają także posłużyć do zabawy w sklep i dom (Gajowa podprogowo zamierza Potwornickiej wpajać, że jest kobietą i wara od traktorów i zapasów;))

Inspiracje rękodzielnicze do tego projektu czerpałam z genialnych pomysłów Sanki i Agaty, ale że ani szydełkowo ani szyciowo nie jestem ta biegła to zaczęłam od drutów...jak nam się sklepik w supersam rozwinie to przewiduję także eksperymenty z innymi materiałami ;)

Potwornicka, z powodu choroby, w pełni zasługuje obecnie na swój pseudonim artystyczny, w związku z czym kolekcja już powiększyła się o cytrynę i pora, a będzie rosnąć w postępie geometrycznym, jeśli nadal będziemy spędzać dnie na czytaniu lub oglądaniu bajek ;)

******

I jeszcze mała agitacja społeczna: po lewej stronie mojego bloga widzicie nowy button do Marzycielskiej poczty. Niedawno dowiedziałam się o tej akcji i poruszyła mnie, zamierzam wziać udział i Was do tego też namawiam!

poniedziałek, 1 marca 2010

Wiosenne porządki

....dopadły i Srebrny Gaj :) Czas odkurzyć gajową skrzynię i wpuścić do niej wiosnę - a że gajowa skrzynia pęka w szwach, przez cały marzec będziemy się wyprzedawać z zapasów.

Na pierwszy rzut wietrzenie przedpokoju i garderoby: od 03.03 do 10.03 wszystkie towary z tych kategorii 15% taniej - zapraszam!

Rabat obowiązuje po wpisaniu przy zamówieniu kodu: WIE2B1C

A przy okazji chwalę się koszem wyróżnień od Kasi .

Jak zwykle wypadałoby je przekazać dalej, a ja nie jestem w stanie rozstrzygnąć dylematu, komu się bardziej należą;( Wszystkie oglądane blogi, które mam wymienione z lewej strony odwiedzam regularnie i uwielbiam czytać...w związku z tym, postanowiłam dziś wybrać blogowe nowości (nowości sensu stricte lub odkryte dopiero co przeze mnie;)

Zatem wyróżnienia wędrują do:
Szyszki - z zachętą do większej odwagi pokazywania swoich dokonań ;)
Annaszy - za multimedialność: rękodzieła wszelakie i cudne ogrodowe widoki;)
Kornelii - z nadzieją, że pokaże na swoim blogu, jakie ma fantastyczne pomysły szyciowe, bo to co tam jest do tej pory to ledwie malutki ułamek, tego co tworzy;)