środa, 21 lipca 2010

When a child is born...

...to na calym świecie powinna zapanować radość, ale to dziecko rodziło się w nieludzkich cierpieniach i o mały włos pozbawione zostaloby matki, zanim zdążyło ją zobaczyć.

Nie mam siły pisać o tym, co się stało, nie umiem bez używania słów niecenzuralnych i nie chcę póki nie zobaczę dowodów pozwalających w pełnej mocy prawa zrównać z ziemią pewien szpital i najchętniej osobiście zrobić osobom odpowiedzialnym, to co one zrobiły.

Ale nie bedzie smutno, bo finał wbrew chęciom i zamiarom lekarzy-oprawców, a może tylko ignorantów, jest pozytywny:

18 lipca o godzinie 1.27 urodził się Benjamin Leon R.;) Ma brązowe oczy i blond czuprynę, nie widziałam go jeszcze, ale nie wątpię, że jest śliczny;) Jego dzielna mama przeżyła próbę eksterminacji, ale dużo czasu jeszcze upłynie nim dojdzie do siebie i będzie mogła się w pełni cieszyć synkiem.

(zdjęcie z witryny www.annegeddes.com, gdyż zdjęć właściwego młodego człowieka jeszcze brak;)


A ja za jakiś czas wrócę do właściwej tematyki tego bloga, potrzebuję jeszcze parę dni na ukojenie emocji, i dziękuję, że mnie mimo mojego milczenia odwiedzacie!

środa, 14 lipca 2010

Wyniki Candy;)

A więc... losowanie odbyło się w sposób karkołomny, bo sama sobie trudności narobiłam wyznaczając termin na dzień, kiedy z pewnością nie bedzie mnie w domu - i dobrze mi tak;P

Po podsumowaniu liczby wpisów nastapiła chwila konsternacji, gdyż wiedziałam, że nie każda wpisana osoba potwierdziła gotowość mailem z prawidlową odpowiedzią, ale nijak nie mogłam sobie przypomnieć, kto nie potwierdził... zaledwie po pół godzinie ostrego myślenia przypomniałam sobie, że mam maile zapisane na serwerze.... jak się okazalo, wszystkie od początku roku;P Zatem po kolejnej godzinie szukania znalazłam te wlaściwe i już mozna bylo przystąpić do losowania...ale okazalo się, że nie mam jak udokumentować i pokazać jego wynikow;P Kabla do aparatu niet, przycisku printscreen na laptopie niet (dobra, może i jest, ale podpisany zapewne skrótem w języku obcym, a ja dopiero co opanowałam w nim podstawowe komendy;P)....no cóż musicie mi uwierzyć na słowo, że candy wygrała:

Barbaratoja ;)

Bardzo serdecznie gratuluję, zaraz idę na Twojego bloga dokładnie obejrzeć, żeby dorzucić niespodziankę pasującą do zainteresowań, a tymczasem poproszę o adres na maila (najlepiej prawidlowy;)). Nagroda zostanie wyekspediowana po niedzieli, aczkolwiek niekoniecznie od razu w poniedziałek, bo trudno mi przewidzieć, co w domu zastanę i ile czasu zajmie dokopanie się do rzeczy do wyekspediowania potrzebnych*

*uwaga do Nadwornego: tak wiem, mężu, że świetnie sobie radzisz i sprzątasz...i tego właśnie się obawiam;P:)

Sto lat, córeczko!

W chwili, gdy piszę te słowa mija dokładnie dwa lata od chwili, kiedy po raz pierwszy dostałam ochrzan od swojego dziecka...tak, tak, albowiem Potwornicka urodzila się z pretensją w głosie i wyrazem głębokiego zniechęcenia na twarzy dokładnie 2 lata temu o 10.20;) Ponieważ ja w tym czasie byłam głównie zaabsorbowana tym, że z pewnością tną mnie na żywca, a na pamiątkę zaszyją chustę, albo i nożyczki, a moje główne zmartwienie stanowilo to, że dziecie płci nieokreślonej okaże się jednak na finiszu chłopcem i będzie skazane na paradowanie w gejowskich, różowych body, toteż z niejakim zaskoczeniem przyjęłam fakt, że jednak kogoś w brzuchu miałam, ten ktoś okazał się dziewczynką, nie urodził z sześcioma palcami (jedna ze schiz ciężarnej czekających na poród;P) oraz ma głos tak przenikliwy, że szyby pękają;)

Niestety i tym razem schrzaniłam możliwość wygłoszenia wiekopomnych słów, które bedzie mozna wnukom przekazywać...taka, karma, widać...fakt zaistnienia Potwornickiej w postaci 2 kresek na teście powitałam soczystym "o, k****" (wyjaśniam od razu, że była jak najbardziej planowana i oczekiwana:), zaś pierwszy rzut oka na wymiętego wielkouchego elfika zapisał się w historii rodziny jękiem "urodziłam Mariana (teścia)";))

Wielkouchy elfik wyglądał wówczas tak:
i rzeczywiście wyglądał, jak wypisz wymaluj teść, mężczyzna urody dyskutowalnej;) Na szczęście potem było już tylko lepiej...




...aż poczwarka przekształciła się w motylka;)



Motylek, ma głos obecnie równie doniosły co dwa lata temu, zaś spektrum możliwości narzucania własnej woli zdecydowanie większe...i dobrze mi tak;) Ma moj upor i dobre serce Nadwornego i ta opcja jest zdecydowanie lepsza, niż gdyby było odwrotnie...a zatem

Szczęśliwego życia, Florentynko;)

****

Losowanie Candy dziś wieczorem no chyba, że... ale to raczej niemożliwe, ponieważ zgodnie tu doszliśmy do wniosku, że Beniamin jest ciążą urojoną i dlatego się nie rodzi;))

****

No to zgodnie z nową świecką tradycją, odpowiedzi na komentarze tutaj:

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za życzenia, przekażę pannie Florentynie osobiście już w niedzielę....chociaż w sumie chyba zaraz zadzwonię do jej taty, żeby odczytał jej wszystkie komentarze z bloga już dziś;)

Annaszo, Ivalio - no mówiłam, ze nie bedzie prosto z zagadką...nie bedzie także prosto wymyśleć kolejną tak trudną:P, więc następne candy bedzie może bez zagadki?Moje dziecko takoż uważa, że imię ma wyjątkowo skomplikowane, więc sama siebie nazywa "Lala";)

Aniu-Brises, ależ podkradaj, to dla mnie zaszczyt, że moje zdjęcie chce zeskrapować mistrzyni polskiego scrapbookingu;)


poniedziałek, 12 lipca 2010

Goooooool!

Musiałam w końcu to wykrzyczeć;) Tu nie mozna było, bo gościowi nie wypada, no i gość się trochę bał, jak szwagier zaczął wyraźnie dawać do zrozumienia, że jego zdaniem Hiszpanów należałoby hurtem postawić pod bramką i rozstrzelać...gość kocha drużynę hiszpańską, ze szczególnym wskazaniem na Davida Villę, miłością dojrzałą kobiety, która mogłby być jego matką, jednak nie czuję się na tyle bohaterska, żeby oddać za nią życie;P

Owszem, mecz dośc brzydki był generalnie, owszem sędzia Webb jak zwykle machał kartkami bez opamiętania, prawdopodobnie podzielając opinię szwagra, że każdy sędzia piłkarski powinien mieć Mauzera na wyposażeniu, niemniej jednak nie ważne jak mężczyźni zaczynają, ważne jak kończą;)

A ponieważ i tak nie mogę wstawiać zdjęć swoich robótek, bo nie mam czytnika kart i ponieważ i tak nie mam żadnych innych optymistycznych wieści do przekazania, to choć sobie popatrzcie ...


(zdjęcie z portalu www.ciacha.net, a jakże;)


Benek oczywiście się nie przejął... najnowsza teoria głosi, że czeka do Euro 2012...cóż, zawsze to krócej niż do kolejnego Mundialu;)

Informacja techniczna: z przyczyn magicznych z tego komputera nie mogę pisać żadnych komentarzy...więc informuję ogólnie, że Wasze blogi czytam, mnóstwo błyskotliwych komentarzy ciśnie mi się na usta i tam niestety musi do powrotu do Polski pozostać;P

sobota, 10 lipca 2010

tu brzoza, tu brzoza...

...czy mnie słyszycie?;) Internet tu dość kiepski, ze względu na zagraniczną klawiaturę, Gajowa wali takie błędy i literówki, że strach własne wypociny czytać, no ale się odzywam....z żadnymi wieściami... Młody zaparł się i nie wyjdzie, siostra uparcie twierdzi, że z tym porodem to żartowała i odwołuje całą imprezę, a rozmiar 44 nosi z powodu przejedzenia wurstami;P

Niemcy przerżnęli jak się patrzy półfinał - Gajowa do tej pory boi się szwagrowi w oczy spojrzeć, bo szwagier prawdopodobnie jest przekonany, że to przez jej kibicowanie Hiszpanom, wunderteam poległ;P Co gorsza, dziś kolejny mecz, który Niemcy moim zdaniem przerżną, ale nie jestem aż tak odważna, żeby glośno o tym mowić;) - rocznica Grunwaldu się zbliża, a Ben jak siedzi w środku, tak wyleźć nie chce...dziękuję niniejszym za wszystkie dobre rady spod poprzedniego posta...niestety żadna nie pomogła...osobiście nie dopilnowałam tylko 3 x S, ale uważam, że nawet w ciązy istnieją jednak pewne granice, których przekraczać nie należy;P

Najwyraźniej wszystkim się zniechęcenie udziela, bo i mnie kompletnie wena opuściła...ile można siedzieć w napięciu i czekać, oglądając seriale? I ile mozna robić na szydełku, zwłaszcza, jak to trzeba robić przymusowo niejako?;P Tak oto wygląda piekło pracoholika...;)) Nawet do pobliskiego marketu już się wychodzić nie chce, i bliskość cudu Unesco nie cieszy;P No i Potwornicka z Nadwornym tam sami opuszczeni....i tu jest dobra strona wyazdu, bo Gajowa w końcu zatęskni za marudzeniem obojga;)

Nic idę poczytać Wasze blogi...nawet tego mi się nie chce, bo jak widzę aktywność twórczą wszelaką to mnie trafia, że u mnie zastój kompletny...no nic, proszę mi przypomnieć powyższe marudzenia, jak znowu bedę w domu z nosem po podłodze zasuwać na 3 etaty;))

Jako że blogger mi cuda wyczynia i mimo zalogowania uznaje za anonima, nie pozwalając dodać komentarza na własnym blogu, dziś komentuję Wasze komentarze tu;)


Aniu, wysiadujemy w Dreźnie, w sumie całkiem blisko do Ciebie:)
Olqa, za 4 lata to mlody ma grzecznie do przedszkola maszerować i nie ma co czekać na wiktorię, bo w połowie jest Polakiem, więc sobie poczeka...;P
Edytko, no Nadworny Tobie podlizywać się nie musi, bo liczy na bezinteresowną sympatię, a widać teściowej - tak;)

wtorek, 6 lipca 2010

Nieznośny bieg czasu...

...czyli o tym, dlaczego Gajowa bloga zaniedbuje... A zaniedbuje, bo:

a) siedzi jak na szpilkach w oczekiwaniu na poród - siostra myje podłogi szczoteczka do zebów, biega ( o ile krok pijanego yeti można biegiem nazwać) do marketu po kilka razy dziennie oraz odprawia różne gusła, żeby młodego człowieka przekonać do wyjścia, a młody człowiek tylko się w brzuchu podśmiechuje i ani myśli lokum opuszczać - w związku z powyższym Gajowa wyjeżdża nieodwołalnie jutro i zamierza wpłynąć na siostrzeńca całą powagą autorytetu najstarszej ciotki;)  Gajowa jednakowoż podejrzewa, że młody człowiek czeka do zakończenia mundialu i zwycięstwa jego rodaków tudzież do 15 lipca, żeby uczcić swoje dwunarodowe pochodzenie narodzinami w okrągłą rocznicę bitwy pod Grunwaldem;)

b) siedząc na szpilkach Gajowa jednocześnie rozpoczyna i zwykle niekończy różne sprawy.

I tak rozpoczęła pędzenie w warunkach domowych, które jest obecnie na takim oto etapie:

w ramach przygotowania domu do przetrwania pod opieką Potwornickiej i Nadwornego, jedne kwiatki zalewa wodą na zapas...



a inne zasusza (bo woli zrobić to sama, niż potem na rodzinę pomstować)...



robi porządki w przydasiach (dzięki niezwykłym skrzyneczkom Magdy;):





 bo jak wróci to już na pewno weźmie się za szycie ekwipażu do pokoju Potwornickiej (nadal w fazie głęboko koncepcyjnej, czyli takiej:



A w ramach wykańczania zaczętych prac i siebie, Gajowa w końcu zrobiła męczony od miesięcy kocyk dla mlodego człowieka:


Kocyk, wbrew pozorom nie jest koślawy, tylko Gajowa znowu Nadwornego nie dopilnowała, a ten znowu postawił na technikę, kosztem artystycznego obrazu dzieła:)

A tu jeszcze trzeba zawodowo pracować, mundial oglądać, farmę internetową prowadzić, blogi poczytać... ech, jakby Gajowa stłumiła w sobie onegdaj niechęć do dzieci, to by teraz miała zasłużone nauczycielskie wakacje;)

I dwie kwestie informacyjne:

Candy zostanie wylosowane w terminie...choćby z aresztu;)

W Srebrnym Gaju wyprzedaż letnia - wszystko 30% w dół - radzę zajrzeć, bo Gajowa powoli dojrzewa do stawienia czoła faktom i temu, że cały ten biznes potrzebny jej jak kozie dzwonek...

Gajowa idzie zatem pisać instrukcje dla Nadwornego: "Nasze dziecko nie żywi się wyłącznie czekoladą", "te kolorowe gatki na dolnej półce to piżamki, nie chodzimy w tym do żłobka", "nocnik sluży do treningu czystości, a nie noszenia na głowie" i takie tam; pralkę na szczęście Potwornicka umie obsługiwać sama, więc pokaże tatusiowi;)

Następny wpis już pewno z wysuniętej placówki...no chyba, że się Gajowa w państwie ościennym nie dogada, to wtedy, zważywszy na nerwowość ogólną, może polecieć J.M.R-em ("Polaków biją!":) i będzie nadawać z komórki z aresztu...

Moje drogie, jakieś dziwactwo mi blogger robi, bo na maila Wasze komentarze przychodzą, a tu ich nie widzę...co gorsza nie widzę też swoich komentarzy pozostawionych na innych blogach - mam nadzieję że to chwilowe, a nie zostałam skreślona z Internetu;P Zatem odpowiem, jak się dziwactwo naprawi... - właśnie wpisałam to w komentarzach i tyż zeżarło...