sobota, 14 sierpnia 2010

Słowa skruchy

...i wyjaśnienia: nie porzuciłam swojego bloga, choć tak to może wyglądać, tylko splot różnych uciążliwych zdarzeń w ostatnim miesiącu sprawił, że zabrakło czasu na wszystko poza tych zdarzeń rozplątywaniem :) Wystarczy wspomnieć, że niemal jednocześnie urodził się mały Ben, Nadworny złamał rękę, a Potwornicka dostała miesięczny urlop ze żłobka, do tego doszły problemy związane z koniecznością częstych wyjazdów w kraju i za granicę  - być może ktoś się natknął podczas wakacyjnych podróży na wielkiego peugeota prowadzonego przez ledwo wystającą zza kierownicy kobietę z paniką w oczach i zwichrzonym włosem....tak to Gajowa musiała po 5 latach przerwy przeprosić się z autem;))

Jeśli jeszcze dodać do tego szczyt sezonu w mojej branży zawodowej oraz rozgrzebany remont, 3 przyjęcia urodzinowe Potwornickiej oraz obchody 40-tki Nadwornego....to chyba jestem usprawiedliwiona?:) Na szczęście powoli wszystko się prostuje - już nawet maszyna została spod stołu wyciągnięta, więc lada moment wracam do grafomanii piśmienniczej i rękodzielniczej. Tymczasem na przeprosimy i poprawę humoru jedyny w swoim rodzaju tort angielski ala Gajowa;)