środa, 29 września 2010

Deszcze niespokojne....

...zniszczyły całą naszą dwutygodniową pracę, zalewając doszczętnie sufit w świeżo remontowanym pokoju Flo;( Szlag trafił malowanie, dekorowanie, włozone pieniądze, wysiłki a serce przede wszystkim...a trafił, bo od kilku lat zarządca budynku nie jest w stanie naprawić usterki...nie jest, bo nie chce, bo jest opłacany przez budynku tego developera, który spieprzył projekt i wykonanie i nie zamierza naprawiać...jak tylko się pozbieram do kupy, to powalczę...nie wiem jeszcze jak, bo przy tym poziomie krętactwa, fałszowania dokumentow i unikania konfrontacji łatwo nie bedzie, ale nie odpuszczę, bo pamiętam roześmianą buźkę mojego dziecka, gdy wpadło ze żłobka do domu i tańczyło z radości, że ma własny pokój....

Pokój, który wyglądał tak:

Jak wygląda teraz, wklejać nie będę...

Ale żeby znowu nie było smutno i katastroficznie, coś optymistycznego...zajrzyjcie tutaj: http://pomozmyamelce.blogspot.com/2010/09/jesienna-tilda.html - nie obrażę się, jak mnie ktoś przelicytuje;)

piątek, 24 września 2010

Tangerine Dream

Odpowiadając na zapotrzebowanie społeczne, dziennika remontowego część trzecia;)


Dzień czwarty

7.00: Gajowa rodzina wstawszy o nieludzkiej porze rusza na poszukiwanie farb, podrzuciwszy uprzednio młodzież do placówki.

9.00: Gajowa rodzina minus jeden od 2 godzin siedzi w markecie budowlanym i deliberuje nad kołkami, listwami (czemu producenci listew nie mogą dogadać się w kwestii kolorów z producentami paneli oraz czemu coś co wygląda jak kafelki łazienkowe niedomyte przez Gajową nazywa się dębem antycznym?:) i farbami…

10.00: Gajowa rodzina stoi w kolejce do kasy nie kupiwszy połowy rzeczy, ale biała farba jest!

11.00: Gajowa przystępuje do malowania przedpokoju…ale zaraz śniadanka nie było!

11.30: Po śniadanku...jakaś kawa by się przydała...i po papierosy trzeba skoczyć

12.00: Gajowa w lumpeksie ogląda boskie poszwy Laury Ashley (zaprezentowane zostaną w terminie późniejszym).

12.30: Chyba trzeba do domu wrócić…

13.00: To jeszcze tylko pranie wstawię…

14.00: Po godzinnym siedzeniu w cichej zadumie przed kręcącą się pralką Gajowa sobie uświadamia, że czas stawić czoła oranżowi…

15.00: O jak fajnie i szybko się maluje!:) Pierwsza warstwa położona!

15.30: Pierwsza warstwa wyschła, przedpokój wygląda identycznie jak przed malowaniem.

16.30: Gajowa z zaciętą miną kończy drugą warstwę…przedpokój w końcu wyszedł naprzeciw oczekiwaniom i zmienił kolor ze wściekłego oranżu na oranż lekko utemperowany…”Prawda, że już prawie nie widać?” – zapytuje Gajowa Nadwornego, który cały dzień krążył po lekarzach i zusach, a teraz wkracza do domu z Potwornicką. „Kolol!” wykrzykuje radośnie Potwornicka, tym samym burząc wszelkie złudzenia co do tego, że przedpokój jest prawie biały.

17.00: Przez ostatnie pół godziny Gajowa używała bardzo brzydkich wyrazów, a Potwornicka udając, że się bawi pilnie notowała…

Dzień piąty

8.00: Zapada decyzja, że więcej wybielania nie będzie…Gajowa zamierza rzucić na ściany kolor docelowy, zwany przez producenta „Mglistym porankiem”, a zdaniem Nadwornego to po prostu jakiś niebieski. Gajowa zamierza ocwanić przeciwnika nadając ścianom strukturę...z powodu nieuchronnie zbliżającej się utraty płynności finansowej, Gajowa decyduje się nie kupować bajeranckich tynków gotowych, tylko jakieś takie kuleczki dosypywane do farby;P

9.00: Powrót z kuleczkami. Tym razem bez zwłoki Gajowa miesza kuleczki z farbą, zamachuje się wałkiem i….wszystkie kuleczki oddzielają się od wałka i farby i lądują na i tak już zmarnowanej fryzurze Gajowej;P

10.00: Gajowa osypując się kuleczkami jak choinka w lutym patrzy na ścianę tak, że ta blednie z przerażenia o trzy tony i nie zważając na chrzęst pod nogami atakuje ją ponownie wałkiem, tym razem miarkując siłę zamachu…Nadworny w tym czasie pogwizdując wesoło maluje salon rzucając w przerwie do Gajowej "A malować lewą ręką to ja mogę, wiesz?” …”już niedługo” dodaje w myślach wkurzona Gajowa, gdy sobie uświadamia, że niepotrzebnie po tych drabinach 5 dzień skacze…

12.00: Przedpokój pomalowany….kuleczki w efekcie ostatecznym rozmieszczone są dość losowo...głównie w tych miejscach, w których nie były potrzebne;P Nadworny ocenia efekt i rzuca…”Bo wiesz, to trzeba było wiertarką wymieszać" nie zdając sobie sprawy jak niewiele brakuje, żeby Gajowa została wdową-mężobójczynią. W ramach zemsty Gajowa doszukuje się smug w pomalowanym salonie i bezlitośnie każe zamalowywać.

13.00: Nadworny kończy salon….malował go 10 razy krócej niż Gajowa mniejszą sypialnię;P Gajowa natomiast bierze się za tynki w kuchni, onegdaj koloru gołębiego obecnie koloru gołębia z biegunką, który nie zdążył do toalety. Gajowa ma kuchnię w stylu angielskim, ale zamierza go nieco odświeżyć, toteż do przedpokojowego poranka hojnym gestem chlusta barwnikiem morskim...po godzinie okazuje się, że był to średni pomysł, gdyż kuchnia zmieniła styl na prowansalski z zajerzyście błękitną ścianą.

14.00: Gajowa korzysta ze zgromadzonych zasobów białej farby i majstruje na lazurze szybką przecierkę…bez rękawiczek, w związku z czym do dziś nie może domyć paznokci. Efekt ostateczny dalej mocno po oczach bije, ale przynajmniej można już wejść do kuchni bez ciemnych okularów.

Fajrant na obiad (po 5 dniach żywienia się kanapkami) oraz szybkie szycie…w końcu maszyna odkopana, więc Gajowa po prostu musi sprawdzić, czy jeszcze umie;)

18.00: Błękit zaczyna odłazić....Gajowa wyje ze wściekłości...błękit wstrząsany rezonansem wycia odłazi tym bardziej…Nadworny przysięga, że jeszcze raz odskrobie i powtórzy procedurę malowania, Gajowa szuka rozpaczliwie na Picassie zdjęć wnętrz z odłażącą farbą, żeby wiedzieć jaki to styl wnętrzarski;)

A dni kolejne właśnie się dzieją, upływając głównie na czekaniu na szafowe drzwi i sprzątaniu….kto nam pozwolił tyle śmieci nagromadzić?? No kto? My przecież porządni z natury jesteśmy, a tu na śmietniku dziesiąty wór przydasiów niepotrzebnych i pamiątek sprzed lat, które nie wiadomo co upamiętniają, bo już nikt nie pamięta;) W międzyczasie Gajowa z Nadwornym obeszli jedną puszką Reddsa 3 rocznicę slubu, dochodząc do  wniosku, ze w obecnych okolicznościach celebrować nie ma co, bo sam fakt wytrzymania ze sobą remontów, chorób, wychowywania 'problem child' i innych jest najlepszą karą nagrodą;)

W weekend kolejna, chyba już ostatnia odsłona remontu części głównej;) Gajowa zamierza też przełamać się i użyć aparatu Nadwornego, bo karta zaginęła zdaje się na zawsze…

Wszystkim, którzy dobrnęli do końca dzisiejszej relacji….wyrazy szacunku, mnie by się chyba czytać nie chciało;)

środa, 22 września 2010

Saga o ludziach kielni i pędzla

Czyli remontu dzień drugi i trzeci (trzeba przyspieszyć z opisem, bo zajmie dłużej niż remont rzeczony;)


Dzień drugi

8.00: Po wyekspediowaniu dziecka do placówki Gajowa załoga przystępuje z nowymi siłami i wiarą w lepszą przyszłość w mieszkaniu jak z żurnala do kładzenia paneli. Nadworny twierdzi, że to proste jak budowa cepa, Gajowa powątpiewa…

11.00: 3 godziny później po rozkręceniu szafy i wywaleniu szuflą z pokoju wszystkich zalegających klamotów, przerywanego okrzykami Gajowej: „Patrz, Twój krawat ze ślubu”, „O moje panieńskie desusy”…jak się 5 lat mebli nie odsuwa, to się co rusz ma niespodziankę;). Nadworny przystępuje do wykładu teoretycznego, jak należy zdejmować panele i jaka to trudna i wyczerpująca praca, wymagająca kierownika i dwóch suwnicowych… Gajowa słucha, mądrze kiwa głową, wykazuje głęboki szacunek dla wiedzy męża, po czym korzystając z jego wyjścia do wygódki jednym ruchem ręki usuwa parę metrów paneli;P

12.00: Po tym jak Nadworny przestaje się zapluwać, że Gajowa szalona jest i nieodpowiedzialna sama grzebiąc przy panelach, przystępujemy do nowych paneli cięcia...w wyniku losowania (Co wolisz? Panele cięte w zygzak lewą ręką czy panele zbryzgane krwią Gajowej, co się panicznie boi wyrzynarki) Nadworny decyduje (dyskretnie popychany ku tej decyzji przez Gajową), że ciąć będzie on…i jak on tnie! Nie zważając na histeryczne popiskiwania Gajowej trzymającej panele zdecydowanie za blisko wyrzynarki („na pewno nie zjedzie? Jak ja będę robić na drutach jedną ręką? ZUS nam obojgu renty nie da”;P), jedzie lewicą przez deski jak Kubica bolidem, jak lawina ze Śnieżki, jak napastnik polskiej reprezentacji do własnej bramki:)

15.00: Deski przycięte i położone…nie zawsze chciały się położyć, ale po to Gajowa ostatni rok tyła z zapałem, żeby teraz całą swoją nadwagą po panelach skakać wbijając je w miejsca właściwe…na koniec wyszła mała śmiesznostka, albowiem okazało się, że pokój ani pionu ani poziomu nie trzyma i jest nie tyle prostokątem co nierównoległobokiem z rozrzutami rzędu 10 cm;P Na szczęście szpara wypada pod nową szafą, więc zgodnie stwierdzamy, że czego oczy nie widzą…;)

I na tym front robót na ten dzień został zakończony…przedpokój nadal łypał tysiącem pomarańczowych oczek, ale musiał jeszcze 2 dni poczekać, aż Gajowa załoga wygrzebie się do marketu budowlanego po kilkadziesiąt litrów białej farby do zamalowywania.

Dzień trzeci

Dzień przełomowy skręcania szafy zaprojektowanej przez Nadwornego jeszcze przed wypadkiem i nieuwzględniającej nowych okoliczności, czyli skręcania przez jednorękiego bandytę i panikarę wzrostu siedzącego psa;P

8.00: Z namaszczeniem i celebracją wnosimy szafowe elementy do pokoju; elementy ciężkie przeraźliwe, ale skoro Nadworny może jedną ręką to i Gajowa nie narzeka tylko targa grzecznie zastanawiając się, czy samo podnoszenie ciężarów może się jakoś przełożyć na utratę centymetrów w talii? (Wniosek po kilku dniach…przekłada się raczej na przybór, Gajowa narobiwszy się fizycznie je jak górnik po szychcie;)

8.30: Nadworny wygania Gajową do innych robót, więc Gajowa udaje się na wirtualną farmę, a Nadworny pracowicie oznacza płyty tajemnymi znakami…na tyle tajemnymi, że wkrótce okazuje się, ze sam swoich oznaczeń nie rozumie…

10.00: Parę obsianych pól i wydojonych krów później Gajowa zostaje wezwana do świadczenia czynności pomocniczych, czyli kolejnego trzymania desek w pobliżu ostro zakończonych przedmiotów…Gajowa ma niewytłumaczalną do końca fobię na elektronarzędzia, o czym była już mowa powyżej, więc dziś zastanawia się, jak długo będzie zrastać się palec przewiercony wiertarką, a że dziur do wywiercenia jest około setki Gajowa ma dużo czasu na rozmyślanie o kruchości ciała ludzkiego;)

12.00 Nadworny słaniając się z wycieńczenia i zagrożony bezpowrotnie utraconą leworęcznością, bo i lewa ręka odmawia posłuszeństwa, odmawia jednakowoż porzucenia robót w trakcie…i słusznie, bo wówczas musielibyśmy spać w wannie, a Potwornicka za karę w kuwecie;P Zatem nawiercone płyty (ledwie w 5% źle) stawiamy do pionu, sami się pod ich ciężarem poziomując...pion zresztą też czysto teoretyczny, bo jak już wspomniano, ściany pionu nie trzymają;) Stawiamy, skręcamy, docinamy...

16.00 O @#%$!$#%!$#%!! Za pół godziny zamykają żłobek! Nadworny z Gajową wylatują pędem do auta, po drodze kłócąc się, kto pójdzie po Potwornicką, bo oboje są w strojach roboczych. Gajowa kłótnię przegrywa i wpada do żłobka ze rozwianym włosem przyprószonym nie tylko siwizną, ale i fioletem z wczorajszego malowania, w spodniach, w których 10 lat temu spędziła upojne wakacje, a potem z nich zdecydowanie wyrosła, ale nadal leżą w szafie w oczekiwaniu na mityczne schudnięcie Gajowej;P Na szczęście panie w żłobku są fantastycznie dobrze wychowane i nawet im powieka nie drgnie na widok Gajowej;)

17.00: Gajowa znowu wylosowała gorszy los na rodzinnej loterii i podczas gdy Nadworny wbija ostatnie półki, ona broni wejścia do pokoju zbuntowanej dwulatce - „Tatuuuuuś” łup łebkiem o podłogę, łup piąstką o oszklone drzwi..”Nie chcę sikuuuu!”…”O, siku?!” „Jeść!” „Nie chcę jeść!!”, łup rodową porcelaną o kafelki… i tak dalej…;)

20.00 Potwornicka po wysłuchaniu bajki o złej czarownicy gustującej w rozwydrzonych żłobkowiczach przerażona idzie spać, Gajowa pada na pysk w okolicach kanapy, a Nadworny podkręcony robotą po 2 miesiącach wegetowania na zwolnieniu, pogwizdując radośnie robi porządki…

Epizod trzeci z oranżem w roli głównej już jutro…epizod czwarty będzie już rozgrywać się w czasie rzeczywistym, gdyż od czwartku otwieramy nowy front robót;)

PS: Zdjęcia nadal w miejscu nieznanym....znajdą się...na pewno...kiedyś...i wtedy będzie fotoreportaż;)

wtorek, 21 września 2010

Nudno będzie....

...bo bez zdjęć - karta z aparatu wraz z czytnikiem ulegla chwilowej anihilacji podczas remontu, wytrwałe poszukiwania trwają, ale zważywszy że remont w pełni mogą się przeciągnąć...;)

Dziś zatem będzie tylko treściwie, czyli o tym, co spowodowało, ze znowu zamilkłam na blogu  - wymówka nr 46, nie mylic z 47 (nie pisałam, bo mi dziecko odłączyło klawiaturę i nie chce oddać) tudzież 45 (zgubiłam okulary i nie widzę, co piszę).

A zatem w związku z okupionym łzami i cierpieniem zrezygnowaniem z sypialni na rzecz pokoju Potwornickiej oraz w ramach rehabilitacji praktycznej dla Nadwornego podjęliśmy się wykonania remontu w mieszkaniu dwupokojowym, zawalonym dobrem wszelakim po sufit, bez piwnicy i balkonu - szczegóły są o tyle ważne, że pozwalają sobie uświadomić jak niezwykłego dzieła dokonała Gajowa para;)

Dzień pierwszy (swieżo po awanturze o nic, Gajowa znerwicowana lekko jest;P)

8.00 : Gajowa z miną zaciętą rusza z szpachelką na oranżowy przedpokój z zamiarem zeskrobania i tak odłażącego oranżu.

8.30: Gajowa stwierdza, że oranż odchodzi losowo, w jednych miejsach i owszem do cegły, w innych wcale.

8.50: Nadęty Nadworny przejmuje w milczeniu szpachelkę chcąc udowodnić Gajowej, że prawdziwi faceci z nie takimi wyzwaniami sobie poradzą.

8.55: Gajowa miesza farbę do pokoju Potwornickiej, już po 3 zaciekach na podłodze dochodząc do wniosku, że nie opłacało się nie rozkładać gazet...z przedpokoju dochodzi jęk zarzynanego słonia - to Nadworny zapomniał, że prawą ręką naprawdę nie może nic robić;P

10.00: Gajowa sapiąc jak parowóz kończy malowanie sufitu dochodząc do wniosku, że księdzem by być nie mogła, bo nie jest w stanie utrzymać rąk w górze dłużej niż 7 sekund. Nadworny skrobie...

12.00: Gajowa dumna i blada (w fioletowe kropki ze względu na rozprysk farby) kończy malowanie pokoju Potwornickiej; Nadworny nadal skrobie, dotarł już do przedwojennego tynku, a oranż nadal trzyma...

13.00: Jęk, przetykany paniami lekkich obyczajow dobiega tym razem z pokoju Potwornickiej, gdzie ściany po wyschnięciu okazały się nie być tak dokładnie pomalowane i spod cudnej lawendy wyziera tu i ówdzie wstrętna zieleń. Nadworny zlany potem w milczeniu prezentuje 20 centymetrów kwadratowych odskrobanej ściany...reszta nadal pomarańczowa.

15.00: Gajowa po drugim pomalowaniu pokoju leży i zdycha, wyobrażając sobie, że jest żoną milionera i zamiast sama skakać po drabinach, otipsowanym paznokciem wskazuje niedoróbki ekipie remontowej.

16.00: Nadworny odkopał kolejne 10 centymetrów ściany i dobity miernym efektem wyciąga do Gajowej przyjazną dłoń...Gajowa dloń przyjmuje - nieco z wyrachowania, bo ktoś musi sufity pomalować;).

17.00 Wraca Potwornicka, wydaje z siebie kanonadę słów "kolol" (Potwornicka uwielbia soczyste kolory i prawdopodobnie żałuje, że rodzice zeskrobują oranż), zasiada na umorusanej podlodze i nie bacząc na plamy farby lepiące się do spodenek, zdejmuje butki - ordung muss sein, buty i kurtkę bez względu na okoliczności po wejściu do domu się zdejmuje....

19.00: Gajowa załoga odskrobawszy się nieco z farb i tynków pada na pysk udeptywana radośnie podskakującą Potwornicką;) Zapada dramatyczna decyzja o zaprzestaniu skrobania i zamalowaniu całości niesprecyzowaną liczbą warstw białej farby, decyzja, jak się dwa dni później okaże nieco nieprzemyślana...;)

cdn. bo remont nadal trwa;)

wtorek, 7 września 2010

Zmiany, zmiany...

No i znowu wyszły obiecanki cacanki…pamiętacie, jak pisałam, że jak tylko rodzina wróci na swoje stanowiska robocze, to nadrobię blogowe zaległości? Było nie pisać, bo dzień później okazało się, że Nadwornego ręka odmówiła trwale posłuszeństwa…po zdjęciu gipsu okazało się, że uszkodzeń jest więcej i to więcej jest nienaprawialne ;( Nie chce mi się nawet o tym pisać, ale w skrócie to wygląda tak…zwolnienie do końca roku, zwolnienie z pracy oraz szukanie nowej, w której nie potrzebna jest prawa ręka;P Zakres zawodów jakby dość ograniczony, zważywszy, że 40-latek raczej kariery jako nicnierobiący dyrektor już nie zrobi…no ale będziemy myśleć…i coś wymyślimy z pewnością, aczkolwiek do czasu wymyślenia mój czas prywatny w związku z koniecznością przejęcia obowiązków wszelakich zarobkowo-rodzinnych kurczy się do kwadransa przed snem;P


W związku z powyższym to, że obie z Potwornicką jesteśmy rozłożone przeziębieniem i obie snujemy się po domu działając sobie na nerwy nie ma już większego znaczenia ;) Skutek ogólny jest natomiast taki, że działania rękodzielnicze w moim wykonaniu ograniczają się ostatnio do ręcznego prania małych gatek….czyli trudny etap odpieluchowywania;)

Jako że jednak na przekór przeszkodom remont i tak robimy, to blog ten chwilowo zostanie przebranżowiony i będzie pokazywał głównie walkę Gajowej z panelami i wiertarką;) Gdzieniegdzie przemknie jakiś sweterek i stuletni patchwork….stuletni, bo na tyle lat Gajowa zaplanowała jego wykonanie;)

A tytułowe zmiany to także zamknięcie Srebrnego Gaju….nie, nie bloga, który choć zaniedbany to chce żyć;) Zamknięcie sklepu…z Gajowej taka biznesłumen jak z koziego ogona waltornia, no i skutki biznesowe Gajowa osiągnęła porównywalne do prób gry na kozim ogonie;) Do końca września zatem przecena (zaraz urwę cenom kolejne procenty;), potem resztki wyprzedażowe na allegro….albo jak mnie szaleństwo dopadnie to zrobię z nich wielkie Candy.

A tym czasem chciałam bardzo podziękować wszystkim moim kochanym Twórczyniom, które mi zaufały, chciały ze mną przez ten czas współpracować i dzięki którym poznałam świat fantastycznych, wszystkoumiejących rękodzielniczek! No i mam nadzieję, że znajdziecie miejsca, które skutecznie będą sprzedawać Wasze produkty;)

Miało być jeszcze o lubieniu….kiepsko mi teraz idzie przypominanie sobie co lubię, więc proszę jeszcze o chwilę czasu…na pewno coś wymyślę;)

I na koniec na poprawę humoru sobie i ostatnim wiernym czytelnikom, zdjęcie z cyklu „mam bunt dwulatka i zakładam gang”;)

Jeszcze szybki edit reklamowy;) Tu: http://hendmejdowo.blogspot.com/ zalozyła bloga moja niezwykle uzdolniona koleżanka, mama niezwykle uzdolnionej koleżanki Flo oraz jej uwodzicielskiego młodszego brata;) Mam nadzieję, że teraz pokaże światu, jakie cuda robi z wełny i nie tylko dla swoich dzieci...i nie tylko;)

środa, 1 września 2010

Back for good?

Czyli nie chcę się zarzekać, ale idzie ku dobremu... wściekle uciażliwe wakacje się skończyły, podobnie jak wolne Potwornickiej, a za chwilę i zwolnienie Nadwornego i Gajowa, powoli podnosi łeb znad klawiatury, a nawet wygrzebała włóczki i materiały z otchłani szafy...jeszcze tylko przypomnę sobie jak się nazywam, strząsnę resztki traumatycznego lata z głowy i wracam do życia;)

Aniu, Ivalio dziękuję za pamięć! W następnym poście odpowiem na zaproszenie - muszę sobie przypomnieć co lubię, bo na razie wiem tylko, czego nie lubię:P A teraz idę się ponapawać ciszą w domu....godzina bez dzikeigo wrzasku "nie, nie, nie" (tak Potwornicka ma szczytową fazę buntu dwulatka;) - bezcenne!