wtorek, 7 września 2010

Zmiany, zmiany...

No i znowu wyszły obiecanki cacanki…pamiętacie, jak pisałam, że jak tylko rodzina wróci na swoje stanowiska robocze, to nadrobię blogowe zaległości? Było nie pisać, bo dzień później okazało się, że Nadwornego ręka odmówiła trwale posłuszeństwa…po zdjęciu gipsu okazało się, że uszkodzeń jest więcej i to więcej jest nienaprawialne ;( Nie chce mi się nawet o tym pisać, ale w skrócie to wygląda tak…zwolnienie do końca roku, zwolnienie z pracy oraz szukanie nowej, w której nie potrzebna jest prawa ręka;P Zakres zawodów jakby dość ograniczony, zważywszy, że 40-latek raczej kariery jako nicnierobiący dyrektor już nie zrobi…no ale będziemy myśleć…i coś wymyślimy z pewnością, aczkolwiek do czasu wymyślenia mój czas prywatny w związku z koniecznością przejęcia obowiązków wszelakich zarobkowo-rodzinnych kurczy się do kwadransa przed snem;P


W związku z powyższym to, że obie z Potwornicką jesteśmy rozłożone przeziębieniem i obie snujemy się po domu działając sobie na nerwy nie ma już większego znaczenia ;) Skutek ogólny jest natomiast taki, że działania rękodzielnicze w moim wykonaniu ograniczają się ostatnio do ręcznego prania małych gatek….czyli trudny etap odpieluchowywania;)

Jako że jednak na przekór przeszkodom remont i tak robimy, to blog ten chwilowo zostanie przebranżowiony i będzie pokazywał głównie walkę Gajowej z panelami i wiertarką;) Gdzieniegdzie przemknie jakiś sweterek i stuletni patchwork….stuletni, bo na tyle lat Gajowa zaplanowała jego wykonanie;)

A tytułowe zmiany to także zamknięcie Srebrnego Gaju….nie, nie bloga, który choć zaniedbany to chce żyć;) Zamknięcie sklepu…z Gajowej taka biznesłumen jak z koziego ogona waltornia, no i skutki biznesowe Gajowa osiągnęła porównywalne do prób gry na kozim ogonie;) Do końca września zatem przecena (zaraz urwę cenom kolejne procenty;), potem resztki wyprzedażowe na allegro….albo jak mnie szaleństwo dopadnie to zrobię z nich wielkie Candy.

A tym czasem chciałam bardzo podziękować wszystkim moim kochanym Twórczyniom, które mi zaufały, chciały ze mną przez ten czas współpracować i dzięki którym poznałam świat fantastycznych, wszystkoumiejących rękodzielniczek! No i mam nadzieję, że znajdziecie miejsca, które skutecznie będą sprzedawać Wasze produkty;)

Miało być jeszcze o lubieniu….kiepsko mi teraz idzie przypominanie sobie co lubię, więc proszę jeszcze o chwilę czasu…na pewno coś wymyślę;)

I na koniec na poprawę humoru sobie i ostatnim wiernym czytelnikom, zdjęcie z cyklu „mam bunt dwulatka i zakładam gang”;)

Jeszcze szybki edit reklamowy;) Tu: http://hendmejdowo.blogspot.com/ zalozyła bloga moja niezwykle uzdolniona koleżanka, mama niezwykle uzdolnionej koleżanki Flo oraz jej uwodzicielskiego młodszego brata;) Mam nadzieję, że teraz pokaże światu, jakie cuda robi z wełny i nie tylko dla swoich dzieci...i nie tylko;)

17 komentarzy:

  1. Patrycjo,jakby były Ci w tym remoncie ręce potrzebne, to mój Ślubny nie wyobraża sobie swej osoby pominięcia;)
    Bosskę gangu też możemy przygarnąć na sobotę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Patrycjo, wiem, że sytuację w domu masz nieszczególną, ale może jednak spróbuj znaleźć kogoś do spółki i utrzymaj sklep? Chociaż sama nie sprzedawałam u Ciebie, to jednak mi szkoda. Zwłaszcza że zebrałaś naprawdę fajną ekipę.

    OdpowiedzUsuń
  3. pamiętaj,że po dołku jest zawsze górka-samych górek(nie mylić z " Pod górę") życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj,
    rzeczywiście ogromne zmiany:>

    Pat, jednak zgadzam sie z Koroneczką, zamknięcie sklepu jest nieodwołalne. Może faktycznie daj sobie czas na ochłonięcie i jednak przeczekaj???
    Strasznie mi przykro z powodu mężowskiej ręki.
    Powodzenia życzę, i ... pojęcia nie mam co jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie no, niewiarygodne ile przeciwności spotyka ostatnio Twoją rodzinę :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Pat, ogromnie współczuję mężowi, przekaż życzenia MIMO WSZYSTKO szybkiego powrotu do jak najlepszego zdrowia i samopoczucia!! Tobie mnóstwo sił i serdeczności posyłam, a Najmłodszej zdrówka! :)) Gdyby ci czegoś trzeba było to pisz, w czymkolwiek będę mogła pomóc - to pomogę! Buziak ogromny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję, za słowa otuchy - na Was zawsze można liczyć!
    Sklep muszę zamknąć, tzn. na razie zawiesić, bo od roku przynosi tylko straty, a w obecnej sytuacji nie jestem już w stanie do niego dłużej dokładać:/ Jeśli jednak znajdzie się sponsor albo spadkodawca z poważną gotówką;), to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby go reanimować...

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, Gajowo! Wielka to szkoda i przytulam mocno! Zdrowia życzę, a na pocieszenie zapraszam tu:
    http://ana-brises.blogspot.com/2010/08/motylek.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Patrycjo - i co ja mam właściwie napisać?

    Chyba tylko jedno mi do głowy przyszło: jak jest źle, to może być tylko lepiej :-)
    I tej wersji się trzymaj!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  10. no strasznie nie mogę odżałować tego zamknięcia,to gdzie ja bendem zakupy robić aaa??? ech..no ale zgadzam sie z Atą :)
    aa no i dziękuję, widziałam że reklamowałaś ale żeby aż tak??? aż się zawstydziłam i teraz ręka będzie drżała przed pisaniem kolejnego posta, czy aby choć w połowie będzie pasował do Twego opisu
    ...kozi ogon powiadasz...hmmm da się ulepić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. musi być lepiej... szkoda sklepu ale teraz zdrówko męza najważniejsze! dacie rade! pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  12. Raz jeszcze bardzo Wam dziękuję za wsparcie moralne;) Mnie też sklepu żal...no ale to i tak było bardziej realizacja dobrych życzeń, które nie wytrzymaly konfrontacji z rzeczywistością biznesową....jednak i tak tej próby nie żałuję, bo korzyści odniosłam znacznie ważniejsze....potencjał ludzki, czyli grono świetnych blogowych znajomych;)

    Aniu, już się u Ciebie dopisałam, aczkolwiek slowa to mało....normalnie szczęka mi opadla i do tej pory leży, jak zobaczylam w jakie cudne piórka przystroiłaś Potwornicką;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Och Kochana zyczę wszystkiego dobrego aby wszystko dobrze się udało i ułożyło.Dacie razem radę. Trzymam za Was kciuki!!!Ciepło pozdrawiam*

    OdpowiedzUsuń
  14. A to się porobiło, szkoda mężowskiej łapki, szkoda sklepu. Trzymajcie się cieplutko, na pewno szybko wyjdziecie na prostą :)), pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałam tego posta z zapartym tchem....i dużo się z niego nauczyłam, bo u mnie troszke podobna sytuacja: do przed-urlopu nie wiedzialam czy zostanie mi przedłużona umowa, w pracy którą lubię, w której się realizuję, w której mnie cenią, a największą moją wadą jest to, że jestem młodą mężatką i mogę zechcieć zostać mamą , a to dla szefowej starej panny jest nie do zniesienia. W tym samym czasie mój mąż nauczyciel miał dość stabilną sytuację w pracy bo godzin było sporo. A po powrocie z urlopu kompletna zmiana - ja dostałam umowę na czas nieokreślony (niestety po 3 latach i dostaniu stanowiska kierowniczego ciągle za te same 1200zł, a mąż jak większość nauczycieli w naszym mieście został z 13 godzinami tygodniowo , czyli 0,7 statu. Ale walczymy i wiem, że będze dobrze. Piękną nadzieje znalazłam tu u Ciebie! Zmiany są dobre - chcę w to wierzyć. POWODZENIA!!! z CAŁEGO serca!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Patrycjo,tak to bywa najczęściej ,ze jak się wali to wszystko na raz :(
    Trzeba to jakoś pzretrzymać ,potem już tylko z górki.Życzę ,żeby jak najszybciej to słoneczko zaświeciło .Ściskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  17. Patrycjo, mogę tylko wesprzeć duchowo i życzyć jak najszybszej stabilizacji ...
    U mnie ciągle coś się sypie (jak się polepszy to się popieprzy)a mimo to myślę, że jutro będzie lepsze (w moim wieku stabilne powinno być).
    Szkoda sklepu, kurcze, cieszyłam się, że ktoś może realizować swoje marzenia ... no tak, twarda rzeczywistość, biznes ... ja się do prowadzenia biznesu chyba nie nadaję (a może się mylę).
    Trzymajcie się, będzie dobrze ... to co niedobre trzeba przetrzymać (no tak, kolejna lekcja życiowa do odrobienia) ...
    Ha, jak Potwornicka gang założy to będzie ciekawie ...
    Ściskam mocno:)

    OdpowiedzUsuń