środa, 1 września 2010

Back for good?

Czyli nie chcę się zarzekać, ale idzie ku dobremu... wściekle uciażliwe wakacje się skończyły, podobnie jak wolne Potwornickiej, a za chwilę i zwolnienie Nadwornego i Gajowa, powoli podnosi łeb znad klawiatury, a nawet wygrzebała włóczki i materiały z otchłani szafy...jeszcze tylko przypomnę sobie jak się nazywam, strząsnę resztki traumatycznego lata z głowy i wracam do życia;)

Aniu, Ivalio dziękuję za pamięć! W następnym poście odpowiem na zaproszenie - muszę sobie przypomnieć co lubię, bo na razie wiem tylko, czego nie lubię:P A teraz idę się ponapawać ciszą w domu....godzina bez dzikeigo wrzasku "nie, nie, nie" (tak Potwornicka ma szczytową fazę buntu dwulatka;) - bezcenne!

5 komentarzy:

  1. witam, otrząśnij z siebie traumę i wracaj!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj! Wytrwaj, to kiedyś minie:)))
    (jakieś 20 lat przed Tobą jeszcze, ale w końcu wyfrunie i będzie miała tak samo - czyż to nie pociaszające?, hehehehe:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygrzebuj wygrzebuj i twórz....

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze zatęsknisz za tym "nie"...
    Ostatnio miałam poważna rozmowę z moim Qurczęciem, kiedy to wtulając się oznajmiła: Musiu, teraz się muszę naprzytulać, bo jak będę duża, to mi mąż nie da...
    Pozdrawiam i wytrwałości życzę... dwulatkowy bunt mija... a potem przychodzi 3-,4-,5-latkowy itd... a każdy jest gorszy... wiem coś o tym... Teraz masz tylko:nie, nie, nie.... potem dochodzi jeszcze pyskówka...

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehehehe, i ja się też napawam tą ciszą :)))

    OdpowiedzUsuń