wtorek, 8 czerwca 2010

Rzeczne dylematy....






...czyli wspomnienia z wyprawy zaodrzańskiej;) Gajowa rodzina powróciwszy właśnie z wyprawy do Drezna powoli odnajduje się z powrotem w kraju....zdawać by się mogło, że 4 dni za granicą nie powinny na zaprawionych turystach europejskich zrobić wrażenia, ale Gajowa jest model made in PRL i ma w genach wpisaną ekscytację niezdrową, jakiej doświadcza każdorazowo przy przekraczaniu granicy państwa. Gajowa zdaje sobie sprawę, że trwożne oglądanie się przez ramię na granicy i oczekiwanie w napięciu na sygnał policyjnej nyski, która Gajowego pegeuota dogoni, zatrzyma a jego ludzką zawartość w kajdanach przez granicę z powrotem do ojczyzny odtransportuje zdawać się może dziwaczne, podobnie jak nienaturalna ekscytacja zagranicznymi drogami, domami i sklepami....aczkolwiek Gajowa i tak się powstrzymuje i nie wykupuje jak pewna bliska jej osoba całego asortymentu w Kauflandzie, w przekonaniu, że u nas tego nie ma, po to tylko, żeby po powrocie się przekonać, że owszem jest i to tańsze;P


Gajowa rodzina zatem jak nielegalni emigranci z Kazachstanu trwala przez 4 dni w niemym zachwycie nad tym, że ulice czyste, że nie trzeba w kaloszach po chodnikach chodzić, żeby w jakąś materię organiczną nie wdepnąć, że aby przejechać przez miasto nie jest konieczne posiadanie szerokiego zasobu niecenzuralnego słownictwa oraz stalowych błotników do przepychania się między innymi autami...Gajowa rodzina z otwartymi ustami patrzyła, jak naród sąsiedzki karnie przestrzega wszystkich ograniczeń prędkości, przechodzi krokiem marszowym przez przejścia dla pieszych i odetchneła z ulgą, dopiero jak się okazało, że w tym raju cywilizacyjnym w wielu miejscach nie można płacić kartą, a bankomat w 500-tysięcznym mieście znalazła jeden;P (Gajowa podejrzewa, że to celowy zabieg - naród jest z natury swej oszczędny, ale jakby komu przyszło do głowy poszaleć finansowo, to zanim uzyska możliwość wydania swoich pieniędzy to przemyśli sprawę i na głupstwa nie wyda).


Gajowa się tak ksenofobicznie wyżywa, ale to kompleksy przez nią przemawiają, ot co....bo Gajowa by chciała mieć w domu tak czysto, jak najbardziej niechlujny Niemiec i chciałaby, żeby jej miasto tak jak Drezno wyglądało...oba miasta w czasie wojny zrównane z ziemią, oba przez 50 lat pod rządami komunistycznymi, więc czemu tam można było miasto odbudować do stanu niemal przedwojennego a u nas nie? Ot, zagadka kulturowa, ale Gajowa doskonale rozumie, czemu Niemców trafia, jak widzą cośmy z Wrocławiem zrobili;P

Wracając jednak do rzecznych dylematów, Gajowa się teraz publicznie upokorzy, zdradzając własną ignorancję...Gajowa z natury jest przemądrzała i wydaje jej się, że wie wszystko, ale w Dreźnie dostała kopa w sam środek wybujałego ego... Chodzi sobie Gajowa z rodziną nad piękną rzeką, którą Nadworny nazywa Łabą i słyszy jak szwagier zachwala inną rzekę - Elbę...Gajowa widzi rzekę sztuk jeden, ale rozgląda się uparcie, gdzie też ta Elba płynie...w końcu zdobywa się na odwagę i zagaduje "A ta Elba, to gdzies dalej jest?" Nadworny uprzejmie odpowiada "No tu jest". Gajowa popatrzywszy z niedowierzaniem (i lekką pogardą dla ignorancji męża) stwierdza "No to przecież Łaba, a ta Elba co książę Poniatowski utonął to gdzie?"....


po 5 minutach, jak już Nadworny doszedł do siebie i przestał pluć ze śmiechu wyjaśnił Gajowej łagodnie, że Łaba to Elbe po niemiecku, a księcia Poniatowskiego to generalnie Elstera pokonała...;) Gajowa dawno takiego głupka z siebie nie zrobiła - dobrze, że Potwornicka się rozmowie nie przysłuchiwała, bo akurat zajęta była kwakaniem na zagraniczne łabędzie;)

To jest Łaba (na pewno;)

Zobacz, córeczko, a to jest Elba...

A to, mamo?:)


Zatem Gajowa wraca do szorowania fug szczoteczką do zębów w ramach leczenia kompleksów interkulturalnych...no i do tego nadaje się z pewnością lepiej niż do opisywania świata dziecku;)

12 komentarzy:

  1. cudna historia....i ...od razu dokonałam oglądu mieszkania....też łapię za szczoteczkę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale chyba odrobinę przesadzone z tą czystością przede wszystkim ;)
    Drezno jest cudowne, sama jestem w nim zakochana po uszy, ale jednak wystarczyłoby żebyś zdjęcia sprzed jakiś 5lat obejrzała i już zdanie byś zmieniła.
    Porządek na ulicach to zasługa kultury ludzi po nich chodzących, więc wybacz, widocznie Wrocławianie zbytnio o to nie dbają ;)
    Po samej starówce nie można oceniać ;)
    Odwiedziłaś może Bastei? tak zwaną Szwajcarię Saksońską?
    tam to dopiero Elbę widać i tamte widoki nie tracą na aktualności przez lata, nic tylko wzdychać i powracać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekne zdjecia! Tak, rzeczywiscie Niemcy slynal z milosci do czystosci, ale samo u nich sie nie wzielo i nie posprzatalo. Z drugiej znow strony niektorzy uwazaja, ze "nie zawsze piekne pudelko jest odzwierciedleniem cudownego towaru". Ale zgodze sie, ze milo jest chodzic po czystych ulicach.....Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wcale nie żałuje tego, com kupiła:P
    niedługo przestanę mieszkać pod lasem, to przestanę się dziwić kapitalistycznym towarom w przystępnych cenach:)
    a Elba niczego sobie, uczciwie przyznam, że też wcześniej nie wiedziałam, że to Łaba- kto by się spodziewał;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieci i tak do pewnego wieku uwazaja nas , mamy za najmądrzejsze.
    Zazdroszczę zwiedzania, dawno nigdzie nie byłam;-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Och jak ja Ci zazdroszczę tej wyprawy :) Piękne widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Drezno widziałam kiedyś tam, jak Gajowa na jedzenie mówiła "papu" ;-)
    I wcale nie było takie czyściutkie ;-)

    A czy ono nad Łabą, Elbą, czy inną cholerą mało istotne. Ważne, że teraz jest piękne, a Ty miałaś wspaniałą wyprawę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Drezno na zdjęciach rzeczywiście piękne.
    Ale co się Gajowa czepia Wrocka???? Nie kumam:P
    Byłam u Was Gajowo lat temu osiem tudzież siedem (niepomnę już dokładnie), w jakieś cztery roki po wielkiej powodzi w każdym razie. No nie twierdzę żem zakochana w mieście jakoś przesadnie, ale bardzo, bardzo mnie się podoba. Prezydenta mieliście na on czas rzutkiego, dużo zmian na moje ówczesne oko korzystnych zaprowadził (może za wyjatkiem zgody na budowę tej szklanej fontanny na starym), basztę winną wówczas mieliście (pyszne winko:), starówek ze 200, Targ Solny przepiękny, kościół w kratę, fontannę z chłopaczkiem co mu żakowie rokrocznie szpadę kradną, dom Jasia i Małgosi, katedrę (bodajże) na Ostrowie co w fundamentach kilkakrotnie ją przekręcali - no ciekawe ciekawostki tam macie i piękne przecież. A okolice Wrocławia tyż cudne i urokliwe, i zamków malowniczych (czasem w stanie resztkowym)wokół pełno, no cudnie tam u Gajowej, normalnie cudnie. Ja tam lubię miasto Wrocław bardzo:))))))
    A dodam żem tydzień tam sobie zwiedzała to trochę sobie pooglądałam, nie?:)
    No i się nagadałam, o!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to jest jak się pisze skrótowo i w pośpiechu: a zatem rozwijając swą myśl: Wrocław i Dolny Śląsk kocham nad życie, mam nadzieję, że nigdy nie będę się musiała stąd wyprowadzić, ale właśnie dlatego żal mi, że nie robi się tu tak wiele, jak możnaby...różnica do Drezna, moim zdaniem jest taka, że oprócz Starówek, które oba miasta mają piękne, choć nieporównywalne, bo zupełnie inne, to w Dreźnie (które zjeździłam wzdłuż i wszerz - choć przyznaję w każdy zaułek nie zajrzałam;), piękne i czyste są także dzielnice położone poza ścisłym centrum. Ja we Wrocławiu mieszkam 20 minut od Rynku, w dzielnicy, która przed wojną była od tego Rynku może nawet i piękniejsza, a obecnie stanowi obraz nędzy i rozpaczy. A takich dzielnic jest tu więcej i tego mi żal, że są porzucone i pozostawione same sobie na przepadek i wyburzenie:/

    A kwestia czystości....no oczywiście, że to nie kosmici nam psie kupy nocą podrzucają i śmieci na podwórko wyrzucają, to my sami brudasy jesteśmy niestety...no ale w zamian mamy słowiańską fantazję;P Też się nagadałam, a co!:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, takich wpisów mi wieczorami trzeba, żeby mnie podnieść z odmętów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pewnie Gajowa ma rację z tym śmietniskiem, to typowe dla naszego kraju niestety. Wtedy zwiedzałam miasto z ówczesnymi studentami architektury, więc zakochani byli w mieście bardzo, bardzo, i na nas się pewnie to przeniosło:)) Faktycznie boczne uliczki...ale w sumie i tak więcej się wówczas działo remontowo-budawlano niż u nas. Pamietam wzmiankę że wasz prezydent załatwił sporę fundusze unijne na remonty, wyburzenia i przebudowy bo podczas powodzi dostało miasto po buźce, że tak powiem. Pamietam też ślady po powodzi na ścianach Ossolineum, niefajnie mieliście, a i tak duzo przez te 4latka po wodzie zostało zrobione - to podziwiałam:))))
    I troszkę zazdrościłam nawet.
    Pocieszy się Gajowa że w innych krajach wcale nie czyściej (taki Neapol np, i Rzym też, a plaże na Lazurowym, oj), niemiecki naród karny aż do przesady czasem, my właśnie mamy tę naszą fantazję:)))) To fakt:)))
    Ja nie napadałam na Gajową, ja tylko z sympatią za miastem i okolicą się wstawiam, bo lubię!!!!:)))))
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo dobrze, że nie jestem wykluczona z konkursu:)
    odpowiedź Ci przekaże osobiście, żeby wrogie siły nie podejrzały:P
    a co do urokó bocznych uliczek- pocieszę Cię, że na krakowskim Kazimierze możnaw paść w poźlizg i wyhamować dopiero na koncu dzielnicy..
    Tego problemy nie ma Najlepsze Miasto- w Reykjaviku psy mogą trzymać jedynie niewidomi, a do sprzątania pecików są zatrudnione specjalne osoby:)

    OdpowiedzUsuń