środa, 10 lutego 2010

Beznadziejne bezwenie...

...tak się nazywa przypadłość, na którą zapadła Gajowa...zimowe zmęczenie materiału oraz nieustanne nie do końca pozytywne atrakcje, jakich dostarcza życie spowodowały zanik tej części mózgu, która odpowiada za kreatywność - aczkolwiek może to dieta, którą Gajowa się katuje, spowodowała odchudzenie nie tej części człowieka, co trzeba;)

Mimo to Gajowa popełniła bezwenne serduszka walentynkowe, zdjęcia wklei jeszcze dziś ku przestrodze;P

A przypominam, że jutro i pojutrze mamy Srebrnogajowy kiermasz - zapraszam na zakupy! Jako bonus możliwość obejrzenia Gajowej live & saute (bo dieta jeszcze nie działa;P)

6 komentarzy:

  1. Gajowo miła, to wkrótce minie. Ale faktem jest , że nie ma co się zmuszać do tworzenia, kiedy weny brak. Lepiej iść na spacer, przewietrzyć głowę i najzwyczajniej przeczekać. Nim się spostrzeżesz, wena wróci ze zdwojoną siłą. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami trzeba po prostu odpocząć, tak najzwyczajniej na świecie
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Na kiermaszu było PRZEMIŁO i niech żałują ci co nie byli! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za miłe towarzystwo;) Dzięki niemu Gajowa jakoś przetrwała wybryki pogodowe, które odstraszyły potencjalnych klientów:/

    OdpowiedzUsuń
  5. I ślicznie i pysznie w dodatku:) brak istotnych środków finansowych uchronił mnie od kompulsywnych zakupów, niestety;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja, baranica, wzięłam środki :) I kompulsywności nie opanowałam, no :) Mogę wręcz studium stanowić :) Efekt kompulsywności siedzi na kanapie w pokoju Smyka, z wyjątkiem chwil, kiedy bawi się z tym ostatnim w berka, w czym niestety mamusia musi brać aktywny udział ;)

    OdpowiedzUsuń