piątek, 27 listopada 2009

Gajowa - rea(ktyw)nimacja

Gajowa donosi, że nadal żyje, choć chwilami w tym tygodniu marzyła o chwili wypoczynku - choćby i w drewnianej jesionce. Tydzień był upiorny, Gajową dopadła praca numer 1, praca numer 2, uroki macierzyństwa oraz zdarzenia okołorodzinne natury różnej. Gajowej niemal udało się automagicznie wydłużyć dobę do 36 godzin, gdyby nie to, że reszta świata nie chciała się dostosować i żądała funkcjonowania w bardziej tradycyjnym trybie;)

Obecnie Gajowa wraca do życia, a od przyszłego tygodnia ma nadzieję odetchnąć pełną piersią, posławszy Potwornicką do obozu karnego...dla niepoznaki zwanego żłobkiem;P Potwornicka prosiła się, aż się doprosiła, klamka zapadła, od grudnia będzie terroryzować już nie matkę, ale jeszcze tego nieświadome panie przedszkolanki. Panie wytrzymają, bo w przeciwieństwie do matki, za obcowanie z Potwornicką mają płacone i to nie mało;P I tu powinien być wtręt natury ogólnej, o tym dlaczego kryteria naboru w żłobkach publicznych praktycznie uniemożliwiają aplikowanie, jeśli nie jest się rozwiedzioną i pijącą matką 5 niepełnosprawnych dzieci, ale Gajowa się powstrzyma, bo to nie blog społeczny;)

A żeby było choć trochę twórczo, to poniżej efekty nocnej pracy Gajowej uskutecznianej w ramach odreagowywania stresów.

po pierwsze serducha...szyją wszyscy, szyję i ja - choć nie umiem;P





















po drugie - niedokończona okładka książeczki Potwornickiej, która stanie się poduszką do czytania, gdyż przewidując problemy przy zszywaniu zostawiłam gigantyczny naddatek na szwy i wyszedł gigant o boku 35 cm;P Niedoróbki wszelkie widać gołym okiem - Nadworny tradycyjnie postawił na sztukę własną, bezlitośnie odkrywając niedoskonałości sztuki cudzej - niemniej jednak  i tak jestem z niej dumna, bo szyć jak wiadomo nie umiem;) Reszta się robi, do świąt musi się zrobić;)



A dziś jeszcze lub jutro kolejna prezentacja scrapowych cudów. W Srebrnym Gaju jest ich coraz więcej, o tutaj: Kartki, . Doszło też sporo rzeczy w opcji na zamówienie, a dziś dorzucamy kolejne, piękne maskotki szydełkowe.


5 komentarzy:

  1. Ja też szyję! Choć to za dużo powiedziane. Dostarczę brochy filcowe dla dużych i małych w przyszłym tygodniu, bo właśnie dotarły zapinki sprowadzane aż z Jeleniej Góry, hehe.

    PS. Potwornickiej życzę szampańskich chwil w żłobku i fajnych znajomych :o).

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Cię czytac, masz dar, jakbyś miała mało pracy ;-), to zacznij pisac książkę :-)
    Potwornicka będzie w siódmym niebie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja także jestem fanką twoich pisanin, więc twoją książkę kupię chętnie:)
    a chciałam napisać jeszcze, że bardzo jestem ciekawa twojej szytej książeczki, i serduszka kolorowe bardzo mi się podobają!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tę ksiażkę kiedyś napiszę...jak doba będzie mieć 48 godzin... Na razie nadal nie wyrabiamy na zakrętach....;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obawiam się, że jako doba będzie miała nawet 48 godzin to i tak będzie za krótka... ;)
    Pozdrawiam ciepło...

    OdpowiedzUsuń