środa, 21 października 2009

Dole i niedole początkującej szwaczki

Wiecie, kto to Tilda? Chyba każdy kto działa rękodzielniczo już tak, a kto jeszcze nie, to niech popatrzy i się pozachwyca: Fanklub Tildy. Ja się zachwyciłam parę miesięcy temu i postanowiłam Tildę sobie uszyć. Postanowienie było mocne, niestety umiejętności nieco słabsze, bo jednak Tilda składa się z wielu linii krzywych i pofalowanych, a ja szyć umiem tylko na prosto:) Jako że jednak Tilda idealnie kwadratowa w grę nie wchodziła, zaparłam się, że się nauczę, a co! Próby i przymiarki trwały miesiąc cały…ze słabym skutkiem, gdyż linie zakrzywione nadal mi wychodziły, tylko gdy się zamyśliłam przy szyciu i mi materiał odjechał w siną dal.

Jednak w ostatni weekend stwierdziłam, że gorzej już nie będzie, a jednakowoż jakieś tam postępy uczyniłam, więc w desperacji narysowałam wykrój i wycięłam go ze starego prześcieradła…. zielonego, bo zabierając się do pracy bez przekonania, byłam pewna, że i tak nie wyjdzie, więc szkoda dobrego materiału marnować. A tymczasem prawie wyszło :)

Ponieważ nie organizuję quizu pt. „Znajdź 10 kardynalnych błędów w Tildzie Pat”, to daruję sobie ich wskazywanie – każdy kto szyć umie, dostrzeże je od razu, a reszta niech tkwi w przekonaniu, ze Tilda taka miała być :) Koślawości dało się częściowo schować pod sukienką, która pierwotnie należała do szydełkowego królika, ale musiała nastąpić szybka podmianka, bo spódnica tildowa wyszła jakieś 2 rozmiary za duża. Bluzeczka oryginalna natomiast wylądowała w koszu, bo po 2 godzinach ślęczenia nad maszyną okraszonego soczystymi przekleństwami wyszła owszem, całkiem udana, tylko z kolei 2 rozmiary za mała… Zatem naprędce powstał zielony kubraczek z filcu przeznaczonego na kartki świąteczne…i tyle mi starczyło nerwów i inwencji, więc Tilda jest na razie łysa jak kolano i wygląda jak Obcy :)

A o to i moje pierwsze uszyte dziecko…jednak pierwsze urodzone dziecko wyszło mi znacznie ładniej:) Zdjęcie mojego autorstwa – co widać i wbrew wcześniejszym zobowiązaniom, ale R nie ma czasu na takie drobiazgi, bo właśnie obfotografowuje sklepowe przedmioty na wielkie otwarcie…




Apropos wyżej opisanych perypetii – nadal szukam Pań szyjących – najlepiej, żeby umiały to robić dużo lepiej niż ja:) Piszcie na adres podany w blogu!

11 komentarzy:

  1. To widzę, że z maszyną masz jak ja :) Chociaż ostatnio zdiagnozowałam część problemu - miałam nieodpowiednie nici. Kupiłam odpowiednie i szyje się o niebo lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie sęk w tym, że nici są ok, co potwierdził fachowiec, tylko ręce drewniane nie są w stanie uszyć tego, co głowa wymyśli :P Ale skoro Ty już maszynę okiełznałaś...to chyba mam dla Ciebie zamówienie:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No, i to jest sukces. Ja tez początkuję, i raz mi się nawet udało zakręcić na maszynie :) A to Tildzie, to na razie mogę tylko pomarzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do okiełznania jeszcze mi trochę brak :) Najbardziej skomplikowane maszynowe szycie to póki co Klaryska :)

    OdpowiedzUsuń
  5. hihihi...
    i tak twoja odwaga w podejściu tildowym jest godna podziwu !!!
    a sama Tilda ma ładne kolorki ale zdecydowanie potrzebuje owłosienia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie się jeszcze bardzo ta Tilda podoba: http://riona1.blogspot.com/2009/09/ostatnio-na-prezent-dla-maej.html, ale z tego co rozmawiałam to dziewczyna z czasem nie wyrabia :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Kobieto, puchu drastycznie dla siebie krytyczny... i za ostry...
    Tilda wyszła super... ja do dziś mam swoje pierwsze szyte "coś" (jeszcze z czasów młodzieńczych- tak ku pamięci)...
    Twoja Tildzia jest OK-i... ale w rzeczy samej owłoś ją nieco:)
    I badź dla siebie bardziej łagodna... a nawet rozpieść się nieco - zobaczysz, że od razu ręce mniej drewniane się zrobią:) pozdrawiam - Edyta

    OdpowiedzUsuń
  8. No macie rację, trzeba Tildzie włosów - obiecuję poprawę i już wkrótce moja pokraczka wystąpi w pełnym uwłosieniu:)
    No i po tak zachęcających komentarzach, na pewno nie zrezygnuję z dalszych prób...jak nie będzie wychodzić, to najwyżej na bazie Tildy stworzę własny styl:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Był kiedyś film o jajogłowych kosmitach - Twoja lala jest właśnie podobna do tej sympatycznej kosmitki ... a tak na marginesie - każdy szyć może - fajna jest choć bez włosów.
    Pozdrawiam:)

    Ps. Uszyłam jedną wiejską tildowatą lalę ... zastanawiam się czy szyć dalej ....

    OdpowiedzUsuń