niedziela, 11 października 2009

Zdecydowanie jesiennie i pourlopowo

No i po urlopie...najpierw się człowiek nafrustruje tym, że musi jechać, potem na miejscu niby się cieszy, ale z tyłu głowy najpóźniej drugiego dnia zaczyna kołatać myśl, że to już, że już trwa wielkie odpoczywanie, ale ileż go jeszcze zostało? Tyle co nic...no i zepsuwszy sobie tym sposobem humor, zaczyna odpoczywać za dwóch, zwiedzać za trzech, żeby tylko zdążyć...bo już tylko 3 dni zostały, dwa, jeden...no i wracać trzeba.

Na szczęście człowiek dysponuje nadaktywnym dzieckiem skutecznie odwracającym uwagę od smętnych myśli oraz mądrym mężem, także skutecznie odwracającym uwagę, aczkolwiek w sposób zdecydowanie mniej inwazyjny niż Potwornicka:) Dzięki Potwornickiej człowiek zyskuje nową cenną umiejętność zwiedzania 3-piętrowego zamku w 10 minut ("Mamo, chyba będę ryczeć...oj czuję, ze muszę ryknąć, bo nikt na mnie nie zwraca uwagi....aaaaaa!"), jedzenia obiadu biegając wokół stołu z Potwornicką, która właśnie nauczyła się chodzić i zamierza tę umiejętność ćwiczyć zapalczywie, jak olimpijczyk przed sezonem oraz robienia na szydełku z dzidziusiem kotłująvym się na kolanach bez nadziania tegoż dzidziusia na owe szydełko...

No a dzięki mądremu mężowi człowiek, potrafi się na tyle zdystansować, że zaczyna zauważać małe magiczne chwile...stado sarenek (jelonków/łosi/danieli? człowiek jest miastowy i nie bardzo wie, co widzi) wyjadające stokrotki spod auta czy aleję orzechową przy drodze, a pod jednym z drzew zbieracza z wielką fantastycznie kolorową arą na ramieniu...człowiekowi do dziś dnia wydaje się, że miał zwidy, ale mąż potwierdza, że też to widział...no i kultowego przewodnika skansenu przypominającego bardziej złomowisko, posiadającemu mniej zębów niż jest dni tygodnia, który w potwornie brudnym kreszowym dresie ze swadą oprowadza grupę zziębnietych turystów z zagranicy, bez żadnych kompleksów co rusz ich dyscyplinując - dla pewności słowa w języku nie do końca obcym sylabizując:)

No i człowiek przede wszystkim przywozi do swojego wielkiego miasta wspomnienia natury wizualnej, dla pewności uwiecznione na zdjęciach przez uzdolnionego męża. Jeśli komuś już brak tej jesieni, co ledwie się zaczęła, a już odchodzi, to proszę bardzo - można napatrzeć się do woli:














Jutro, w związku z rozpoczęciem sezonu pourlopowego i wielkiego zasuwu przed wielkim otwarciem, będzie twórczo bardziej:)

1 komentarz:

  1. Pisz, Pat, bo piszesz swietnie! Zawsze tak uwazalam :) Zdjecia sliczne. Buziaki! Di.

    OdpowiedzUsuń