poniedziałek, 26 października 2009

Wizyty, prezenty i cukierki

Miało być świątecznie, ale będzie chyba jutro, bo dziś będzie o wizycie w Miluszkowym Kuferku. Podjęłyśmy z Potwornicką bowiem ekspedycję do Kuferka offline w celu służbowo-prywatnym. Co zdobyłyśmy służbowo pokażę, jak nadworny fotograf porobi zdjęcia…a zresztą prywatne zdobycze też, bo obie dostałyśmy prześliczne prezenty od mamy i córki! Opisywać nie będę, bo to trzeba zobaczyć, ale są przepiękne. Nadworny fotograf, w wolnych chwilach mąż, śmieje się, że nawet jak sklep zaliczy klapę, to i tak warto było dla tych prezentów właśnie…no ale klapy nie będzie, bo bardzo się wszystkie staramy, no i …bo tak!:)

Nie chcę ujawniać za wiele z prywatnego życia Miluszkowego Kuferka, ale powiem Wam, że wersja offline jest tak samo przytulna, jeśli nie bardziej niż blog, Miluszka jest prześliczną i niesłychanie dobrze ułożoną panienką (mam nadzieję, że Potwornicka zapatrzy się i za parę lat też taką będzie…taką malutką i nierealną nadzieję;), a jej mama jest po prostu niesamowita! Chyba nie ma rzeczy rękodzielniczej, której by z sukcesem nie próbowała, a jej lale po liftingu to jest mistrzostwo świata! Wyszłam z Kuferka całkowicie przekonana do Barbie, bo takie Barbie, jak ma Edyta to ja też chcę;)

Ale żeby choć trochę firmowo było dziś też, to mamy kolejną prezentację…częściową, bo reszta wejdzie w skład posta świątecznego, ale ponieważ Aneladgam  jest kolejną kobietą Renesansu i McGyverem rękodzielnictwa, co to ze sznurka i guzika potrafi zrobić cuda, to pojawi się tutaj w paru odsłonach.

Dziś odsłona zabawkowa: dwie różne rzeczy, dwie różne techniki, ale efekt jednaki - fantastyczny…o taki właśnie:
Misia:



Klaryska:



Klaryska jest siostrą posiadanej przez Potwornicką Ani, więc mamy ten model przetestowany w warunkach ekstremalnych i sprawdza się bez zarzutu – jest praktycznie niezniszczalny, wytrzymuje karmienie lepkim soczkiem z butelki, walenie nim o kota w celu zagrzania go do galopu oraz namiętne miętoszenie przed zaśnięciem;)

Świątecznie będzie już za chwil parę, a teraz jeszcze notka o candy…pierwszym, w jakim biorę udział, bo jakoś tak głupio prosić się o prezenty, jak się dopiero blogowanie zaczyna, ale tu akurat prezent nie jest za darmo, tylko trzeba się wykazać, więc próbuję szczęścia w Cudeńkach

Aaa... i u nas będzie wkrótce Candy – nawet dwa, ale to za chwil kilka;)

I na koniec oraz na usprawiedliwienie przydługastości posta złota myśl z autobusu linii 406, wygłoszona przez pana w wieku słusznym, mocno spromilowanego: „Lepiej nawijać, niż gnijać”(czyli gnić w wariancie poetyckim, jak pospiesznie autor wyjaśnił) ;)

Zdjęcia autorstwa nadwornego fotografa, pomysł i wykonanie produktów: Magdalena Potocka

1 komentarz:

  1. Ach jakże mi miło, że się podobało u nas... Milka do późnego wieczora przestać opowiadać Tatusiowi nie mogła...
    A co do reszty Waszych przeżyc w Kuferkowym świecie, to mnie się wypowiadać nie przystoi... powiem tylko żem cała sponsowiała:)
    I mam nadzieję, to spotkanie nie ostatnim naszym spotkaniem było:)
    I dodam jeszcze małe wyjaśnienie co do ułożenia Miluszkowego: to była wersja exportowa...hihi...
    Po wyłaczeniu kamer różnie bywa;)
    I cieszę się, że Barbie Wam się zapodobały:)

    OdpowiedzUsuń